Kontakt

środa, 4 kwietnia 2012

Wielki Czwartek

„Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił”

„Charisma” z gr. oznacza pomazanie, przyobleczenie, albo posmarowanie. Jesteś ubrana w cnoty Ducha Świętego i Jego potęgę. Bóg wycisnął na Tobie swoją pieczęć. Jesteś przygotowana na otrzymanie Jego dziedzictwa, jesteś królewną.

„Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego”

Należysz do rodu kapłańskiego. Czy kiedykolwiek zdałaś sobie sprawę, że to Ty sprawujesz Mszę Świętą? Nie przypatrujesz się jak ksiądz ją odprawia, nie słuchasz tylko co się dzieje, ale sama składasz duchową ofiarę. W ten sposób powinnaś też traktować swoje życie –najpiękniejszą odpowiedzią na dar Bożej miłości jest służba Bogu i ludziom.



Twoim codziennym ołtarzem jest praca, wszystko w co się angażujesz, każdy człowiek którego spotykasz. Dla chrześcijanina nie ma podziału na sacrum i profanum. W ten sposób niedzielna Eucharystia stanie się szczytem wszystkich decyzji i wysiłków, ich uświęceniem. Twoje „amen” przy przyjęciu Komunii Świętej jest jak Maryjne „Fiat” przyjęciem niesłychanej propozycji, ofiarą z siebie – przejawem kapłaństwa. Pełne oddanie to apogeum odwagi.

Dzisiejszy dzień – początek Triduum skłania mnie też do refleksji nad Kościołem. Czyli nad tym kim jesteśmy jako wspólnota. Pomyśl o najbliższych Ci ludziach, którzy podobnie jak Ty wierzą – o rodzinie, grupie w duszpasterstwie, przyjaciołach. Łatwo jest krytykować „stan Kościoła”. Ale kto tak naprawdę myśli wtedy o sobie samym i o drogich mu ludziach? Nie kto inni, jak właśnie my jesteśmy tym Ciałem. To też szczególny dzień dla kapłanów, ich święto. Księża mają poważne zadanie. Złóż życzenia, obdaruj ciepłym słowem, zmów za nich chociaż zdrowaśkę. To nie będzie zapomniane.

„1. Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem.
2. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.
3. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich.
4. Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosując się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.
5. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.
6. Żenią się jak wszyscy imają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych.
7. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże.
8. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.
9. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.
10. Słuchają ustalonych praw, z własnym życiem zwyciężają prawa.
11. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.
12. Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.
13. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.
14. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.
15. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.
16. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.
17. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Hellenowie ich prześladują, a ci , którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.

Tak zaszczytne stanowisko Bóg im wyznaczył, że nie godzi się go opuścić.”

/ List do Diogeneta z II lub pocz. III wieku/

Wielka Środa

"Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące."

Słowo krzepiące to słowo sprawiedliwe. Nie osąd, ale prawda. Nie nazywaj więc zabójstwa - zabiegiem, kłamstwa – nie-do-końca-prawdą , a cudzołóstwa – wolnością. „Niech Wasze tak będzie tak, a nie nie!” Bez odpowiedzialnego używania słów dajesz sobą manipulować i sama manipulujesz innymi. Manipulacja z pewnością nie jest słowem krzepiącym. Nie lepiej wykorzystać dar języka odważnie, jak na kochanicę Króla przystało?



Język jakim się posługujemy pokazuje jak postrzegamy świat. Żyjąc w przekonaniu, że otoczenie Cię ogranicza ciągle znajdujesz na to dowody . Nie musisz obarczać winą za własną sytuację ludzi, okoliczności, gwiazd, czy co gorsza „losu”. Bierz odpowiedzialność. Zrób eksperyment. Wyrzuć ze swojego słownika stwierdzenia: „nic nie mogę zrobić”, „muszę”, „zrobiłabym”, „nie mogę” i zamień je kolejno na „popatrzmy co się da zrobić”, „wolę”, „zrobię”, „wybieram”. I tak dalej. Twórz, jesteś do tego namaszczona.

"Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem."

Żeby krzepić innych, najpierw słuchaj! Nic tak nie koi uchwycenie tego co chcą powiedzieć. Słuchaj przede wszystkim tego, który jest Światłością i Słowem Wcielonym. On mówi same konkrety. Czasem Cię podpuszcza, ale po to żebyś zaczęła myśleć. Mówi łagodnie i surowo. Tak pięknie łączy pewność z delikatnością, że Jego Słowa pieszczą Twoje uszy, duszę i serce czulej niż potrafią najbardziej aksamitne dłonie na tym świecie. Słuchając tak Jego, jak i innych ludzi zawieszaj na ten moment swoje plany. Nie obmyślaj sobie już wcześniej co odpowiedzieć, ale zacznij skupiać się na rozumieniu. To wymaga cierpliwości, by w pełni się zaangażować w drugiego człowieka – ale czyż ktoś z nas jest gotów zaprzeczyć, że „miłość cierpliwa jest”?

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Wielki Wtorek

„Pan mnie powołał już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię”
Te słowa pięknie dopełniają to, o czym pisałam wczoraj. Pan zna Twoje jedyne, niepowtarzalne i wyrażające prawdę o Tobie imię.

Podczas lektury dzisiejszego czytania przychodzi mi jednak do głowy jeszcze jedno pytanie. Czy nie traktujesz wiary tylko jako czegoś co się opłaca/nie opłaca?

„Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego.”



Nie traktuj Boga jak automatu. On nie jest maszyną, do której wrzucasz pieniążek i ma z niego wyskoczyć od razu to, czego potrzebujesz. Daje z radością, ale i wymaga, bo chce przede wszystkim Twojego dobra – pragnie byś się uczyła. Wprowadzaj więc w życie słowa św. Ignacego – „Módl się jakby wszystko zależało od Boga, ale pracuj jakby wszystko zależało od Ciebie”. Tym samym unikniesz pychy zakłócającej docierające do Ciebie od Niego treści i fałszującej rzeczywistość.

Dopiero, gdy wyzbędziesz się myślenia w kategorii – „chcę żeby zawsze to wszystko było blisko, żeby nigdy nie trzeba było się po to schylać” – znajdziesz swoją nagrodę. On udziela lekcji wytrwałości, cierpliwości i wierności. Na tych cnotach możesz wzlecieć jak na skrzydłach, nawet gdy z początku wydadzą Ci się tylko zbędnym obciążeniem. Zazwyczaj tak jest, że gdy dostajemy coś wspaniałego, ale będącego próbą sił – za pierwszym razem nie umiemy się tym posłużyć. Trenuj przeto sumiennie.

Bóg ma swój czas – On jest ponad naszą cienką kreską przyszłości, teraźniejszości i przeszłości. Obdaruje Cię nagrodą w momencie, gdy nawet nie będziesz się tego spodziewać. Wtedy cała w skowronkach, z ulgą i lekkością na sercu przyznasz: „Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, Panie, Tobie ufam od lat młodości!”.

Wielki Poniedziałek - o Bogu Tkaczu

Zaczynamy Wielki Tydzień. Niech to będzie czas Wielkich Spotkań – Twoich ze Słowem. Daj się skusić na niepowtarzalne rendez-vous. Może w którymś z wpisów na tym blogu pomogę Ci odnaleźć inspirację.

„Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności”



W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg przez proroka Izajasza zwraca nam uwagę na misję swojego Syna. Jestem przekonana, że nie na darmo akcentuje Jego wyjątkowość. Ten, który zawiera w sobie wszelką jedyność, niepowtarzalność i unikalność utkał Ciebie na swoje podobieństwo. Z niezwykłą troską i artyzmem przeplatał ze sobą same ekskluzywne nici. Jesteś Jego wybraną, w której ma upodobanie.

Spójrz dzisiaj na te nici. Zapytaj Stwórcy o Twoje zadania .Zobacz role, które pełnisz. W każdym z pól, w którym siejesz masz na pewno cele, które chcesz osiągnąć. Jakie są w nich Twoje zamiary? Jakimi wartościami chcesz się kierować? O co Ci chodzi, co jest dla Ciebie najważniejsze? Odpowiadając sobie na takie i podobne pytania stworzysz deklarację własnej misji.

Victor Frankl, o którym wspominałam w poprzednim tekście przypomina istotę sprawy: „Każdy ma w życiu swoje powołanie, właściwą misję. (…) Dlatego nikogo nie można zastąpić ani też powtórzyć niczyjego życia. Zarówno zatem zadanie dla każdego z nas, jak i szansa jego wypełnienia są niepowtarzalne”.

Istnieje coś, co możesz zrobić tylko Ty – coś, w czym nikt inny Cię nie zastąpi. Jeśli zrezygnujesz z podjęcia tego wyzwania, na świecie pozostanie niezacerowana dziura.

Pisał też o tym Steven Covey – ekspert od rozwoju osobistego. „Pisanie lub poprawianie życiowego posłannictwa zmienia cię, gdyż zmusza do głębokiego i starannego przemyślenia twoich priorytetów oraz do wybrania zgodnych z nimi zachowań. Gdy to zrobisz, nawet inni wyczują, że nie kieruje tobą, to co się wokół ciebie dzieje. Masz poczucie misji, która cię fascynuje i którą starasz się wcielać w życie.”

Można to nazwać osobistą konstytucją. Pewnie nie powstanie od razu, bo nie jest łatwo zwięźle i w pełni wyrazić, co ceni się najbardziej. Ale takie utrwalenie stanie się nieustannym odzwierciedleniem twoich wartości i wizji przyszłości. Spełni rolę kryterium, według którego będziesz mogła oceniać zadania, które się przed Toba pojawią. Dotkniesz tym samym powierzchni swojego powołania osobistego, jedynego we wszechświecie imienia. Życzę Ci, abyś w tym odkryła, że poznawanie siebie jest poznawaniem Boga.

wtorek, 27 marca 2012

„O, gdybyś znała dar Boży” (J 4,10)

„Nie chce mi się. Po co właściwie mam coś robić?”, „Jestem beznadziejna i na dodatek spotyka mnie wszystko co najgorsze”, „dlaczego ja? Wolałabym mieć łatwiejsze życie”, „ludzie są dla mnie okropni” – Kobieto czy pamiętasz jeszcze do czego zostałaś powołana?

Wyobraź sobie Mount Everest - wysoką górę, królujący szczyt. Wspinasz się na niego codziennie. Nie powstrzymuje Cię silny wiatr, chłód, ani zamiecie śnieżne, bo widzisz cel i wiesz, że nic nie odbierze Ci samozaparcia. Takim szczytem w Twoim sercu jest godność. Nieodwracalna, nieunikniona, niezmierzona. Małymi, codziennymi kroczkami wybierasz czy idziesz do góry, czy stoisz w miejscu, czy spadasz – chociaż stanie w miejscu jest równoznaczne z cofaniem się. Te kroczki to wybieranie, zdolność do odpowiedzi na to co Cię spotyka – odpowiedzialność.



Łatwo jest pogrążać się w myśleniu, że nic nie potrafisz, nic Ci nie wychodzi i ogólnie jesteś beznadziejna. Możesz się tłumaczyć, że masz pecha, że ludzie Ci w czymś przeszkadzają, że pogoda jest zła, że ‘taka już jesteś’ itd. itp. Ale przyznaj szczerze – czy to naprawdę jest apogeum tego, co potrafisz?

Mimo, że w pewnych obszarach swojego życia możesz być mocno pokiereszowana to właśnie to może stać się sztandarem Twojej siły. Zobacz przed oczami cel i zmierzaj w jego kierunku. On Ci go postawił i przy nim czeka. Wyprowadził Cię z niewoli, a „Wyprowadzenie z niewoli oznacza obdarzenie tożsamością i uznanie nieprzemijającej godności, daje też początek nowej historii, w której odkrywanie Boga idzie w parze z odkrywaniem siebie”

Nie ma takiego momentu, że chociaż przez chwilę byłabyś bezwartościowa! Nie ma! Nawet gdy wydaje Ci się, że w pewnym momencie uznasz, że już nic nie może się zmienić to „choćbyś była jak szkarłat nad śnieg wybielejesz!" (Ps 51:9-14 ) Mimo, że lud niejednokrotnie sprzeniewierza się zawartemu przymierzu, Bóg gotów jest wciąż ofiarowywać swą miłość, stwarzając w człowieku nowe serce, uzdolniające go do przyjęcia bez zastrzeżeń przekazanego mu prawa, jak czytamy u proroka Jeremiasza „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu” (Jr 31,33). Czytamy również u Ezechiela: „dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26).

On chce Cię uwolnić, a kiedy już na to pozwolisz „decydującym elementem będzie zmiana imienia, podobnie jak ma to miejsce i w naszych czasach, kiedy dziewczyna wychodzi za mąż. Przyjęcie „nowego imienia” oznacza niemal przybranie nowej tożsamości, podjęcie misji, radykalną zmianę życia”

Cieszyłabyś się dostając list od Królowej Elżbiety, która dowiedziała się właśnie kim jesteś i stwierdziła, że chce cię pochwalić za to co robisz? No jasne! To uświadom sobie teraz, że jesteś radością samego Króla. „W swej ziemskiej oblubienicy, którą jest święty naród, Pan znajduje takie samo szczęście, jakiego mąż doświadcza z ukochaną żoną”. Od Stwórcy Nieba i ziemi pochodzi Twoja wartość. Nie musisz jej szukać u ludzi, którzy zawodzą, On Ci ją nadał bez względu na wszystko. Emocjonalna zależność od człowieka, jest więc niedocenieniem splendoru Pana, niewiernością względem Niego. Wzorem godności jest sam Jezus. On zachował ją mimo wzgardzenia, dzięki jedności z Ojcem. Nie pozwól, by Twoje poczucie bezpieczeństwa pochodziło od opinii o Tobie, a słabości innych czyniły z Ciebie ruinę. Możesz słyszeć, że jesteś słaba, brzydka itd., ale gdy słuchasz Prawdy, znasz Prawdę o sobie i wiesz, że jesteś silna i piękna. Mocnym świadectwem takiego wyboru był Victor Frankl – autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” – będąc w obozie koncentracyjnym, w naprawdę dramatycznych warunkach mimo wszystko decydował o tym, co się dzieje w jego wnętrzu, co na niego wpływa i jak on to przeżywa.

Sporym krokiem do wolności będzie więc przyjęcie odpowiedzialności. Nie zrzucanie winy za wszelkie niepowodzenia na okoliczności zewnętrzne. Kiedy uznasz, że Twoje zachowanie jest wynikiem Twojego wyboru, a nie efektem jakichś warunków, będziesz mogła wybrać co innego. Zacząć się cieszyć, być z siebie dumną i działać odważnie, mimo że świat proponuje Ci zupełnie inny kierunek.

Godność polega więc na życiu według możliwości, nie według ograniczeń. Bij się więc, choćby z Nim, jak Jakub – by ciągle ci go przypominał. Nic nie jest tak warte zachodu jak wspinanie się do Niego. Zwłaszcza, że Jego drabina to szczeble radości, miłości i dobra. Zawsze.

A on sam się Tobą zaopiekuje. Będzie „opiekował się, pouczał, strzegł jak źrenicy oka. Jak orzeł, który krąży nad gniazdem, by wywabić swe pisklęta, i bierze je na skrzydła rozpostarte, niosąc je na samym sobie” (Pwt32) – Przejście przez pustynny step staje się spokojną i pogodną wędrówką dzięki ochronnemu płaszczowi Bożej miłości. Izrael został sprzymierzeńcem Pana, Jego „własnością” i „wyłącznym dziedzictwem”, czyli rzeczywistością najcenniejszą.”

W tym wpisie chcę się też podzielić pewną potężną inspiracją (dlatego przypisuję go również do działu „inspiracje w kulturze”) Otóż zaczytuję się ostatnio z prawdziwym zachwytem w „Komentarzach do ksiąg Starego i Nowego Testamentu” Jana Pawła II. To właśnie z nich pochodzą cytaty, którymi wspierałam się w tekście. Te książki to prawdziwy skarb (zwłaszcza ich piękne wydanie Wydawnictwa M.) Pozwalają przekonać się jak Jan Paweł II ukochał Słowo. To ono było jego Przewodnikiem. Uznając papieża za swój autorytet, podziwiając to, czego dokonał w Polsce i na świecie, wyrażamy tym samym pragnienie uczenia się od niego – a on uczył się od samego Chrystusa. Dlatego myślę, że poznanie encyklik i właśnie komentarzy do Pisma może pogłębić nie tylko naszą wiedzę, ale też wiarę. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu, jak wielkie serce i mądrość miał ten człowiek. Piękno jego słów, choć czasem trudnych i poważnych, to przy ich głębszym rozważeniu – zdumiewa. Z każdą podobną lekturą czuję, że Kościół, Jego Tradycja i żywe nauczanie są mi coraz bliższe – pozwalają zakochać się w nim przez nasycenie tym, czego uczy. Jeśli ktoś chciałby zrobić mi taki prezent – to chętnie przyjmę do mojej biblioteczki  :)Młodym osobom, pewnie trudno będzie przebrnąć przez dłuższe fragmenty, bo język jest dość trudny i podniosły, ale nie warto się tym zrażać, tylko wczytać w treść. Ufam, że wiele z Was prosząc Ducha Świętego o wsparcie jest gotowych podjąć takie wyzwanie ;)  Czasem do nawrócenia najbardziej potrzebne są podstawy, które gdy szukamy ‘urozmaiceń’ w życiu duchowym są pomijane i zapominane.


środa, 14 marca 2012

Błogosławiona wyobraźnia

Wyobraźnia miewa moc niezwykłą, jest prawdziwym darem Najwyższego. Obraca w groteskę dramaty i horrory. Uśmierza strachy i niepokoje. W dodatku gdy przez nią pozwalasz działać Duchowi Świętemu, pojawia się w nim jak potężne tsunami i zaczyna modelować Twój świat. Unieruchamia cały mętlik, a w chwilach międzyczasu pozwala obrazom realnie przekradać się do rzeczywistości.



Abstrakcja może być przyjaciółką, ale kreowane przez nią obrazy czasem okazują się być iluzoryczne. Aby sentymentalność i malowniczość obrazów nie fundowała Ci w głowie jeszcze większego mętliku i nie doprowadzała niezdecydowania i nieczytelności wpuszczaj do niej zawsze Jego. Żeby wyobraźnia nie stała się życiem w innym świecie za każdym razem gdy zaczynasz z niej czerpać zapraszaj Ducha Świętego. Niech On kieruje nią i pilnuje aby była czysta i wolna.

Wyobraź sobie, że patrzysz na świat, jakbyś widziała go pierwszy raz. Zachwyć się i bądź wdzięczna. Spójrz też inaczej, na to co wydaje Ci się oczywiste w Twojej modlitwie.

Słowa „Ojcze nasz”. Czy nie jest tak, że wydaje Ci się, że już nic nie może Cię w nich zaskoczyć? Że są nudne i całkowicie zwyczajne? Być może ujmują Cię codziennie swoją głębią, ale jeśli tak nie jest to usłysz je, jakbyś nie miała z nimi do czynienia nigdy wcześniej.

Przypomnij sobie, że nauczył nas ich Ten, który jest prawdziwym Synem Najwyższego – podzielił się z nami swoją godnością, sam nas zachęcił do tego byśmy zwracali się do Boga Ojca – Tato.
Pomódl się nimi z prawdziwym zdziwieniem. Może będziesz wypowiadać te słowa razem z Jezusem? Pozwól sobie delektować się tym, że Niepojęty Stworzyciel interesuje się właśnie Tobą. Chce byś się do Niego zwracała – nie bezcelowo, ale po to by usłyszeć Jego odpowiedź.

Że chce nam ofiarować swoje Królestwo, czyli „sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.”( Rz 14:17) – samego Ducha Świętego.
Że może dać nam to co jest chlebem powszednim naszej duszy i ciała, zbawić nas, podarować cały dług, który zaciągnęliśmy, zbawić, usprawiedliwić i obdarować dobrem..
Że pragnie dla nas nieba na ziemi! Bo po co innego Jezus uczyłby nas słów prośby o to by tak jak w niebie również na ziemi działa się Jego wola. To tylko pozornie rezygnacja z czegoś, z tego co JA chcę. Dobra Nowina polega bowiem na tym, że On jest naszym szczęściem. Powierzając Jemu wszystko i przestając cokolwiek Jemu warunkować, pozwalamy na to, by przez Niego stało się wszystko inne. On sprawia, że „moje, Twoje, Jego” są tym samym. Bo w rodzinie, gdzie więzi są przesiąknięte Miłością wszystko jest „nasze”.

A czy modliłaś się kiedyś marzeniami? Spróbuj!
Połóż się wieczorem i zacznij marzyć. Kiedy wszyscy gdzieś gonią i się spieszą zatrzymaj się na chwilę i podajcie sobie z fantazją ręce. Wyobraź sobie i poczuj wszystkimi zmysłami sytuację w jakiej spełniło się to, czego pragniesz. Jesteś z rodziną w swoim pięknym domu, podróżujesz po Alasce, czy wygrywasz właśnie najważniejszy konkurs taneczny? Teraz uruchom inną perspektywę – zobacz jak to się stało, że tam dotarłaś. Odtwórz każdy ze swoich kroków, które poczyniłaś, że to pragnienie miało możliwość się spełnić – podróżuj w myślach od ostatniego z działań, do pierwszego. Kiedy już zobaczysz co zrobiłaś na samym początku - nie poprzestawaj na wyobrażaniu i chceniu. Zrób to w rzeczywistości. I po kolei, jak mrówka - drobnymi kroczkami, aczkolwiek regularnie zmierzaj coraz wyżej!

Facebook