Kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strona Główna - Romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strona Główna - Romans. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Urodziny Ukochanego :)

Świętuj, ciesz się, jedz, odpoczywaj, rozmawiaj, śpiewaj, śmiej się, krzycz i skacz – byle z Nim! Uczcij Króla śpiącego w żłobie. Jaki to piękny znak dla nas! Leży w miejscu na pokarm dla zwierząt, bo On sam jest naszym Pokarmem. 

Sama wiesz najlepiej w jaki intymny sposób okazać Miłość Oblubieńcowi. Najpierw zaczerpnij z tej Miłości, którą daje On, a potem rozdawaj wszędzie gdzie się pojawiasz :) Takie moje życzenia dla Was - Kochanic Króla :)


niedziela, 2 grudnia 2012

Od Ducha do ucha - Armia

No to mamy Adwent. To krótki czas. Jeśli nie chcesz przeżyć go wykorzystując każdą chwilę, nie zaczynaj od dzisiaj. Nie słuchaj. Nie wyczekuj. Nie tęsknij. Tym bardziej nie uśmiechaj się na myśl o wspaniałości Tego, który się zbliża.

Jeśli jednak zauważyłaś w sobie iskierkę pragnienia jakiejś zmiany, albo po prostu czujesz że czegoś Ci brakuje…

Otwórz drzwi
wsłuchaj się raz 
Zwycięzca śmierci 
wraca na czas

Czujność polega na tym, że nie odkładasz tego otwarcia drzwi na jutro. Zakochana dziewczyna nigdy nie powie chłopakowi „nie chce mi się dzisiaj z Tobą gadać. Jutro ( jak nie zasnę) ewentualnie coś Ci powiem. Słuchać? Mógłbyś nie teraz? Jutro będę miała więcej czasu.” Ba! Ona będzie wyczekiwać najmniejszych słów, słówek i słóweczek i chłonąć je wszystkie jakby były najważniejsze i jakby każde miało moc zmienić cały świat. Takie coś w sobie wzbudź Kochanico Króla. Taką tęsknotę za Królem!

A o co właściwie w tym otwieraniu drzwi chodzi?
Ano o to, że On może przyjść bo robisz Mu miejsce. W czasie, w myśleniu, we wszystkim. Może się u Ciebie zjawić kiedykolwiek i w czymkolwiek, a nie akurat wtedy kiedy Ty to sobie zaplanujesz. Chodzi też o zaufanie w to, że te drzwi nie pozostaną otwarte bez powodu, a On przejdzie przez nie w dobrym czasie, zawsze najlepszym.

Zmierz się ze sobą by posłuchać Jego szeptu. Sama znajdź najlepszą drogę do tego słuchania, bo „Jego słowa dźwięczą coraz bliżej już”. Może jesteś jeszcze zgaszona, może jakaś niespokojna. Może coś się nie układa po Twojej myśli i czujesz się jakbyś usychała. Ale On się zbliża. On sobie z tym poradzi.

Jesienne wyspy, niespokojne sny
zimowe gwiazdy, zgaszone dni 
usycha trawa, więdną kwiaty pól 
Twoje słowa dźwięczą coraz bliżej już 

Otwórz drzwi wsłuchaj się raz 
Zwycięzca śmierci wraca na czas 

Błądzące światła, mieszkańcy snów 
prostujcie drogi, czuwajcie znów 
wołajcie góry, niech szumi wiatr 
prostujcie ścieżki, nadchodzi Pan 

Doliny wstają, drzewa cieszą się 
upadają góry, daleko gdzieś 
ja patrzę w okno, patrzę w siną dal
rozerwane więzy, nie słuchaj kłamstw 




Moja dzisiejsza propozycja to utwór zespołu Armia - jednego z moich ulubionych i według mnie jednego z najważniejszych w Polsce. Co tu dużo mówić – jak każdą muzykę tak i tą trzeba odkryć samemu. Poetyckie, w większości bardzo biblijne teksty T. Budzyńskiego ujmują mnie już od kilku lat. Muzyka z kolei - w zależności od tego, z którego albumu pochodzi jest jakby nasycona jakąś mglistą zadumą i niepowtarzalnym chmurnym klimatem, albo pogodnym choć surowym brzmieniem. Polecam zwłaszcza te trzy płyty: Duch, Droga i Legenda.

piątek, 2 listopada 2012

Antykryzysowy przepis asiekowy

Nie możesz się zebrać do modlitwy? Jakoś ciężko w ogóle o Nim myśleć? Przychodzisz do kościoła i wszystko Cię denerwuje? W sumie chciałabyś znowu czuć Jego bliskość, ale to takie odległe?

Jeśli odpowiadasz twierdząco to znaczy, że właśnie nawiedził cię kryzys/dołek/dolina/ciemność/strapienie duchowe (jakkolwiek sobie to nazwiesz). Ale spokojnie. Jest kryzys – jest i rada na kryzys. A w sumie to trzy. 

Prezentuję Wam dziś więc oto „Antykryzysowy przepis asiekowy” czyli jak będąc w duchowym dołku zacząć się wspinać, albo przynajmniej utrzymać stabilność. 

1. Różaniec 

Właśnie tak. Nie, nie żartuję. Cel pal! Pif paf! (taka tam mała demonstracja jego działania)

Bierzesz do ręki, celujesz w intencję i do boju! Jeden krok – jeden paciorek – jedna pułapka na złego. Nie ostanie się on, oj nie ostanie. No bo jakżeby ten, który jest rasowym kłamcą i wielkim, czerwonym znakiem „stop” dla Twojego rozwoju miałby ostać się wobec tak dzielnego posunięcia z Twojej strony, jak ruch na przód! 

Bo różaniec to taka droga. Droga, w której może potykasz się, ale brniesz ciągle do celu. Droga wydająca się najnudniejsza na świecie, ale ucząca samodyscypliny, zaparcia samego siebie i wytrwałości. Droga, gdzie stykasz się z Tajemnicami, których żaden nawet najlepszy kryminał Agaty Christie Ci nie zapewni. 

Ty mocno trzymasz jego paciorki, a on jakby trzyma Ciebie blisko Niego. Daj się wciągnąć. Pozwól się zaintrygować tymi Tajemnicami.



2. Adoracja 

Milion razy o niej pisałam. Opalanie, wpatrywanie… A teraz nie będę się silić na żadne oryginalne obrazy. Niech przekona Cię sama możliwość przyjścia do Niego. Spędzenia czasu w Doborowym Towarzystwie. Schowania w tej ciszy otulającej niczym Jego ramiona. No pobądź z Nim chwilkę. Albo dwie. Ewentualnie siedem. 


3. Piękno 

A weź ucieknij z miasta. A jak nie możesz z miasta to przynajmniej znajdź w nim jakiś kawałek czy to parku, czy rzeki który Cię zachwyci. Góry są dobre, góry są zawsze the best. Tam Jego bliskość jest wyjątkowa, a pytanie jak to możliwe, że człowieka postawił ponad takimi dziełami samo się nasuwa. 

Poszukaj nowej muzyki, która oczaruje Cię w taki sposób, że aż nie będziesz w stanie nic powiedzieć poza krótkim „yyy dzięki Ci Panie.” Może jeszcze dodasz „To jest niesamowite. To jest tak niezwykłe, że aż nie mogę nie wierzyć, że Ciebie w tym nie ma”. Może poczujesz jak on przychodzi w każdym wyśpiewanym słowie i jest gdzieś pomiędzy tymi dźwiękami, a każda nuta na pięciolinii to ślad Jego kroków.

Jak nie muzyka, to może słowo pisane. To Jego – nade wszystko, ale nie tylko. Delektuj się wierszem, wciągnij w lekturę, która choć niepozorna może Ci otworzyć na coś oczy. Uwierz, że On Sam może Ci coś podsunąć, jeśli zdobędziesz się na choć słówko prośby, by to zrobił. „Popatrz na świat jakbyś widziała go pierwszy raz” . Odpocznij w Nim.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Od-nowa

Rześki poranek. Słońce nieśmiało wynurzające się zza gór. Rosa na trawie. Lekki powiew wiatru. A ona po prostu usiadła w tej ciszy. Bawiła się przeczesując palcami trawę. Patrzyła w niebo bawiąc się w nadawanie imion chmurom. Po raz pierwszy od dawna poczuła, że łapie oddech. 

Nie musiała zastanawiać się nad tym, co myślą patrząc na nią inni ludzie. Zdecydowanym ruchem rozproszyła resztki mgły, która przysłaniała jej własną wartość. Rozejrzała się i zaczęła cieszyć tym, co jest. Błędy – były, są i będą popełniane i przez nią i przez ludzi – te, które się zdarzyły teraz nie mają znaczenia, liczy się dla niej to czego ją nauczyły. Dziwne zależności i rozmywanie się wcześniejszych decyzji, niekonsekwencja we własnych dążeniach – no i cóż, w każdym momencie wystarczy nowe postanowienie i parę kroków, żeby pójść znowu na przód. Smutek? Nawet radość to wybór, w końcu „Zawsze się radujcie” nie jest bezpodstawne. 

W pewnym momencie wróciło do niej wspomnienie. Duchota. Skwar. Hałas. Smog. Biegnie z jednego końca miasta na drugi. To nic nie zmienia – ciągle wydaje jej się, że nie rusza się z miejsca. Czuje się jak w ciasnej klatce. Ma skrępowane ruchy. Kłamstwa, oszukiwanie siebie, coś co powinno być dawno zamknięte, a wraca jak bumerang. Dostrzega to co jest poza nią, ale nie jest w stanie po to sięgnąć.

Nie, nie będzie się dłużej nad tym rozczulać. Nie po to dostała dar w postaci Słowa Umocnienia żeby od nowa popadać w przygnębienie. 

Jak to się właściwie stało, że udało jej się uwolnić? 

Będąc w klatce wydawało jej się, że nie ma wyjścia. Że już zawsze będzie skazana na to samo, na rutynę, na wracanie do tych samych błędów. To ją upokarzało. Czuła się coraz gorzej, bo chciała już czegoś nowego, ale była pewna, że nie da się tak po prostu uciec. Była złą na siebie samą, na ludzi, na Boga. Nie chciała już nawet o tym wszystkim myśleć, żeby nie popaść w jeszcze większe przygnębienie.

W końcu jednak stanęła do walki. Zmierzyła się z tym co naprawdę czuje, czego chce i jak zamierza to osiągnąć. Zaplanowała drogę. Nie sama – o nie. Zwróciła się do tego, który jest Początkiem i Końcem. W sakramencie pojednania znalazła otuchę i siłę. Pojawiała się pustka i głód, ale wtedy zapełniała je Chlebem. 

Pojawiały się też wątpliwości. Jako Kochanica Króla nie dawała się jednak tak łatwo zwieść przygotowana na matactwa złego. Że niby wcześniej miała więcej? „Przecież byłaś swobodna!”. Swoboda, tak to nazywa. Problem w tym, że to ten, który na temat ludzkiej wolności ma najmniej do powiedzenia – jego celem jest bowiem tylko spychanie w więzienie winy. 

W końcu wstała i ruszyła. Bez względu na wszystko. Codziennie dostaje od Najwyższego nowy pakiet kredek, ołówków i długopisów. Projektuje. Uwierzyła, że najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. Czyste kartki w notesie są ciągle zapełniane nowymi inspiracjami, a kolejne zachwycające projekty - świadectwem dla innych.

Kochanica Króla lubi nowe początki. Lubi zaczynać, ryzykować. Wie, że każda spowiedź jej na to pozwala. Wie, że Jego miłość przynagla ją do zaufania. Kocha tego, który przeszedł od śmierci do życia, żeby pokazać jej, że co by się nie działo może powstać. 

Może to chwila, żeby dotarło do Ciebie - Kochanico Króla, która właśnie to czytasz - że to może być Twoja historia. A może to moment, żeby zacząć tworzyć własną opowieść, całkiem podobną do tej, choć zupełnie inną. Zawołaj „Vieni Santo Spirito Creatore” i komponuj. Weź haust powietrza i idź na przód. Wyjście na szczyt może zmęczy, zrani, będzie samotne – ale jak już się tam znajdziesz poczujesz coś niepowtarzalnego. Wolność. 

„Odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala.” Hbr 12, 1b-2a


niedziela, 15 lipca 2012

"Oto ja. Poślij mnie." - czyli szczypta ryzyka na dziś.

Zatrzymaj się. Złap oddech. Wypowiedz proste słowa. „Oto ja, poślij mnie”. Nie jest łatwo, prawda?

„Oto ja” czyli kto? Można by sobie zadać słynne pytanie „kim jesteś”, ale nie o to teraz chodzi żebyś szukała jakichś wzniosłych odpowiedzi. Więc dziś, zamiast próbować ubierać w słowa odpowiedź wprost, zwyczajnie pomyśl z czym przed Nim stajesz właśnie w TYM momencie.

Właśnie teraz, kiedy prawdopodobnie siedzisz przed komputerem. Popatrz na swoje dłonie. Wyciągnij je przed siebie. Czy to nie dziwne, że gest prośby jest jednocześnie gestem oddania?

Oddajesz siebie, wszystko co masz, całą swoją wolność, poczucie bezpieczeństwa, wiedzę czy niewiedzę na temat siebie – by dostać jeszcze więcej. W Twoim charakterze, uczuciach, marzeniach, pragnieniach, pasjach, obawach, słabościach i wątpliwościach jest coś co może zawojować świat. Zupełnie wyjątkowa twórcza cząstka. Nie ma znaczenia, że ktoś podziela Twoje zainteresowania – i tak nie wykona za Ciebie Twojej pracy. Uświadom sobie to, a docenisz odpowiedzialność i wielkość zadania, które przed Tobą stoi. 

Oddaj to. Jak? Szczerze powiedz „Może jeszcze nie do końca wiem kim jestem, ale wiem że Ty możesz mi to pokazać. Daję Ci tyle ile mam. Wszystko. I to co dobre i to co słabe. Nie chcę nic zostawiać dla siebie, bo i tak Ty mi to dałeś i i tak to jest Twoje. Rozmnażaj to, jak ten chleb dla ludzi.” Ale uważaj! Słowa bezwarunkowego oddania są nad wyraz ryzykowne…

„Poślij mnie”.
Nie jedna z Was już pewnie doświadczyła jak On potrafi być szalony. Przychodzi, nawet nie jak wietrzyk, ale jak prawdziwe tsunami. W jednej chwili zburzy wszystko co sobie skrzętnie budowałaś i pokazuje nowe horyzonty. Niby brzmi ciekawie, ale w praktyce wychodzi na to, że wcale jest tak lekko. 

 No bo co? Jedno miejsce, jedna wspólnota, jeden zamknięty świat – to bardzo wygodne. Formowanie sobie strefy bezpieczeństwa. Chodzenie za tym co najłatwiejsze. Tymczasem bycie posłanym oznacza gotowość na trud. Na zniecierpliwienie. Na poczucie samotności. Bycie osaczonym. Wrażenie, że to co właśnie przyszło jest ciężką kulą u nogi, a nie błogością. Spokojnie. Znajdź w tym wszystkim i uchwyć się kurczowo przynajmniej jednej dobrej myśli. Dostrzegaj. Miej otwarte oczy. Dziękuj. Dawaj z siebie 100 % mimo wszystko. Ofiarowuj innym ile możesz. Jeśli idziesz cały czas u Jego boku – zaufaj i odwagi! Bądź z Nim i ciągle pytaj. W takim trudnym czasie przychodź do Niego nawet częściej niż zwykle, żeby się upewniać, że idziesz w dobrym kierunku. Gwarancja Jego Świętej Obecności obowiązuje 24 godziny na dobę. 7 dni w tygodniu. Zawsze.

I pamiętaj - jesteś Wiadomością. 


sobota, 26 maja 2012

"Powstań Wietrze z Północy..."

Zostało jeszcze kilka dni maja, ale dziś, w wigilię Zesłania Ducha Świętego ostatnie rozważanie. Przygotujmy się na trwałe odwiedziny.



 Przybytku Ducha Świętego.

Pomyślałaś kiedyś, że przyjmując Komunię Świętą jesteś żywym Tabernakulum i prawdziwą świątynią? Maryja była nią od poczęcia. Jej ciało stało się Domem dla naszego Zbawiciela. Duch Święty gościł w Niej non stop. 

Duch Święty to Osoba. Tak jak Jezus, tak jak Bóg Ojciec. Nie uroczy gołąbek, czy ognik. „Bez Twojego tchnienia cóż jest wśród stworzenia, jeno cień i nędza” . Duch Święty jest naszym Suplementem Diety. Wzmacnia mechanizmy obronne, duchowy system odpornościowy. Sprawia, że obowiązek staje się radością i inspiracją. 

W kieszeniach chowa pociechę i uzdrowienie. Dzieli się nimi chętnie, gdy zostawiasz Mu pole do popisu. Pozwól Mu przyjść nie wyobrażając sobie jak miało by się to stać, nie kombinuj, nie spinaj. Daj się tylko poderwać. 

W plecaku ma dla Ciebie napój energetyczny – niezwykłe wyznanie miłości. Kobieta, która pozwala Mu się do siebie zbliżyć jest utulona Jego cichym szeptem. Poflirtujesz z Nim? 

Nosi też przy sobie klucze. Jak w apostołach otworzył złożone dary, tak w Tobie chce rozpieczętować wszystkie prezenty, najróżniejsze słodkości i aromaty. Zawołaj do Niego: „Wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności”.

sobota, 19 maja 2012

"Będziesz prześliczną koroną"

Wciąż podróżując, z każdym krokiem zauważamy więcej znaków. Wezwania litanii mogą być nie tylko błogosławieniem Matki Boga i proszeniem jej o wstawiennictwo, ale też wskazówkami do naszego życia. Dzisiaj skupmy się na aspekcie królowania. 



Królowo Aniołów 
Święty Paweł w Drugim Liście do Koryntian przypomina „Czy nie wiecie, że będziemy sądzić aniołów?” To nie metafora, a rzeczywistość. Bóg tak wywyższył człowieka. Właśnie Ty Kobieto jesteś powołana do tego, by kiedyś uczestniczyć w sądzie nad nękającymi Cię już teraz zbuntowanymi aniołami. To w prawdzie przyszła perspektywa, ale jest też wskazówką do teraźniejszości. Według mnie to apel do wyraźnego odrzucania zła. Brzmi abstrakcyjnie, a tak naprawdę chodzi tylko o to by świadomie wybierać. Kształtować sumienie codziennym rachunkiem sumienia. Buntować się przeciw systemowi cywilizacji śmierci, ale rozróżniać między grzechem, a osobą. „Nie toczymy walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw pierwiastkom duchowym zła.”. /por. Ef 6,12/ Prawdziwa Królowa napiętnuje grzech, ale za człowieka się modli.

Królowo Apostołów
Należąc do Chrystusa jesteś wysłanniczką. „Wy jesteście naszym listem, pisanym w sercach naszych, listem, który znają i czytają wszyscy ludzie. Powszechnie o was wiadomo, żeście listem Chrystusowym dzięki naszemu posługiwaniu, listem napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc.” 2 Kor 3, 2-3 
Bądź żywą, chodzącą wiadomością. Kobieta Apostoł nie mówi wszystkim o tym, że Bóg jest radością, a po prostu cieszy się. Nie rozgłasza, że Bóg ukochał piękno, ale sama docenia i znajduje piękne rzeczy i miejsca. Nie rozwodzi się nad tym, że „Bóg Cię kocha”, a całą sobą świadczy o tym, że czuje się kochana i sama kocha. Nie tłumaczy innym, że mają nie kłamać, ale zawsze, nawet w drobiazgach wybiera prawdę. To buduje jej autentyczność. Ludzie widząc takie życie sami zaczną dociekać, dlaczego nawet jak upada to podnosi się jeszcze silniejsza.


 „Wówczas na widok łuków i strzał wysypywanych z kołczanów pod nogi poznał i pan Podbipięta, że zbliża się godzina śmierci, i rozpoczął litanię do Najświętszej Panny. Uczyniło się cicho. Tłumy zatrzymały dech, oczekując, co się stanie. Pierwsza strzała świstnęła, gdy pan Longinus mówił: „Matko Odkupiciela!” – i obtarła mu skroń. Druga strzała świstnęła, gdy pan Longinus mówił: „Panno wsławiona!” – i utkwiła mu w ramieniu. Słowa litanii zmieszały się ze świstem strzał. I gdy pan Longinus powiedział: „Gwiazdo zaranna!” – już strzały tkwiły mu w ramionach, w boku, w nogach... Krew ze skroni zalewała mu oczy i widział już – jak przez mgłę – łąkę, Tatarów, nie słyszał już świstu strzał. Czuł, że słabnie, że nogi chwieją się pod nim, głowa opada mu na piersi... na koniec ukląkł. Potem, na wpół już z jękiem, powiedział pan Longinus: „Królowo Anielska!” – i to były jego ostatnie słowa na ziemi. Aniołowie niebiescy wzięli jego duszę i położyli ją jako perłę jasną u nóg „Królowej Anielskiej”. /H. Sienkiewicz - Ogniem i Mieczem/

sobota, 12 maja 2012

Kolejne ślady

Idziemy dalej.  Następne wezwania litanii podpowiadają nam kolejne ślady, jakie kobieta ma zostawiać gdziekolwiek się pojawia.



1. „Panno roztropna” – rozwaga 

W sercu i głowie kobiety roztropnej ciągle rozbrzmiewa pouczenie Syracha: "Na wargach mądrego znajdzie się wdzięk." (Syr 21, 16) Bowiem: "Czy, w ryju świni złota obrączka, piękna kobieta, ale bez rozsądku." (Prz 11, 22). Uczy się ona ważyć każde wypowiadane słowo i odrzucać zanim wypowie, te które są fałszywymi podszeptami Złego. Mądrość rodzi się ze słuchania – Najwyższy sam daje dobre intuicje i podpowiada rozwiązania. Nie chodzi o wyidealizowany świat, ale o wybieranie. Wybieranie tego z dwóch wilków, który jest dobry. Wtedy choć ciągle ze sobą walczą, zwycięża ten którego karmisz. 

2.  „Panno można” – bogactwo 

Bogactwem kobiety jest jej na przykład wdzięk, prawdziwe piękno. 
Piękno to władza, a władzę można wykorzystywać różnie. W dobrym przypadku, jej piękno emanując na mężczyzn i innych - realnie ich przemienia, w złym - powoduje zatracenie męstwa i szacunku - tak do niej samej, jak i do Tego, który ją stworzył. Poznasz wdzięk, a inni będą mieli szansę się nim zachwycić, gdy zaczniesz być wdzięczna.

Wszystkie zasługujemy na to, żeby czuć się piękne. Dbanie o siebie, estetyczny ubiór, ćwiczenia fizyczne są ważne, bo jesteśmy jednością ducha i ciała. Problem w tym, że to non stop jest wykorzystywane. Choćby przez wielkie koncerny kosmetyczne, których kampanie polegają na tym, że naruszają nasze poczucie atrakcyjności. Ale czy to oznacza, że nie możemy w ogóle korzystać z kosmetyków? Bynajmniej! Zachęcam za to do korzystania z produktów całkowicie naturalnych, które w prawdzie nie są promowane w marketingowy sposób, ale są dziełem Bożym. A Boża kampania reklamowa trwa cały czas – „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieła rąk Jego nieboskłon obwieszcza”(Ps 19,2-3 ) :)
 Mały przykład – w bonusie pod tekstem ;) 


3. „Panno wierna” - wierność 

Nie da się utrzymać na dłużej żadnej relacji, bez potężnej pracy. Kobieta wierna pamięta, że mimo upadków, zgrzytów, kłótni, a czasem nawet niesprawiedliwości Słowo Jedynego jest zawsze skałą. "Zachowaj wierność bliźniemu twemu w biedzie, abyś z nim razem wzbogacił się w jego pomyślności." Zapewnienie "Nie martw się, jest bowiem droga powrotu." dodaje jej otuchy, a wierność Stwórcy prowadzi do pokoju w sercu.

***Kosmetyczno-naturalny bonus: 

Jednym z produktów naturalnych, który świetnie działa na skórę jest miód. Nawilża ją, pomaga utrzymać wilgoć, wygładza drobne zmarszczki, a nałożony na pryszcza szybko go wysuszy. Łagodzi też objawy depresji oraz chroni przed zanieczyszczeniami. Jak go zastosować, żeby nie był taki lepki? Zwilż twarz i delikatnie rozprowadź 1-2 krople miodu końcówkami palców. Masuj dopóki nie wyschnie.

sobota, 5 maja 2012

W rozmarynowym zapachu

Maj zaczął się już kilka dni temu, ale dzisiaj jest pierwsza sobota miesiąca – dzień szczególnie Maryjny. Zaczynamy „Naukę blasku z Gwiazdą Zaranną”. Niewtajemniczonych odsyłam tu: https://www.facebook.com/events/350377575018661/ 

Według legendy kiedy Maryja z Józefem uciekali z małym Jezusem do Egiptu zatrzymali się nocą na odpoczynek. Matka Boża zahaczyła szatą o krzak, który zakwitł w środku nocy przybierając przy tym zapach i kolor jej sukni. Od tamtej pory nazywamy go „Różą Maryi” albo „Rozmarynem”. 



To niby tylko legenda, ale w piękny sposób pokazuje istotę kobiecości. Tak jak Maryja zostawiła ślad swojego piękna, tak każda kobieta ma podobne zadanie. Tam gdzie się pojawia powinien kwitnąć wdzięk. Jakie więc są składniki naturalnych feromonów Królowej?

 1. „Matko dobrej rady” - Troska

 Ona sama jest okazaną nam troskliwością i czułością. Jezus podzielił się z nami „Tą, która osłodziła Jego dzieciństwo, która znała Go jak nikt inny” Nie chodzi o to, że masz robić wszystko za innych. Nie okażesz troski pobłażając niedorzecznym zachowaniom. Dbałość możesz ludziom okazać w drobiazgach. Nikt tak nie wie co to troska jak Matka. Opiekuńcza, ale stanowcza. Zawsze gotowa, by służyć dobrym słowem. Wstanie w nocy, nawet gdy już opada z sił. 

 Usiłuje się nam wmówić, choćby przez głupie określenie „kura domowa”, że troska o rodzinę, dom, ducha to słabość, ale nie ma w tym ani krzty prawdy. To nasza natura i sama klasa. Podobnie jak dbanie o siebie. 

 2. „Matko najmilsza”  - spokój.

Spokój to świadectwo. Wszyscy dookoła biegają w panice, wyładowują swój strach na innych. Kobieta piękna wie, że histeria nic nie buduje i nie wpada w popłoch z byle powodu. Zna siebie na tyle, że wie że sobie poradzi. Ufa Panu, który daje jej opanowanie. Nie to, że w ogóle nie płacze, czy nie wyraża gniewu bo to też jest potrzebne. Grunt w tym, że kontroluje emocje, które nią nie rządzą. A już na pewno nie w takim stopniu by antidotum na ból stawało się ranienie innych. Pamiętaj jednak , że to zazwyczaj nie sama rozmowa, czy nawet wykrzyczenie komuś jest tym zranieniem, ale słowa nad którymi się nie panuje – żywe przekleństwo, coś czego się tak naprawdę nie myśli. 

 Maryja jest tego doskonałym przykładem. Przypomnijcie sobie sytuację, gdy Jezus zwrócił się do tłumu słowami na pozór brzmiącymi jak oskarżenie. „Któż jest moją matką i moimi braćmi? Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką". Ona stwierdziła tylko, że wszystko ok. No bo przecież spełnia „warunki” – znała swojego Syna i znała siebie.

 3. „Matko przedziwna” - tajemnica

Cóż można pisać o tajemnicy? Jest nią sam nasz Trójjedyny Pan i jest nią Matka. Dawaj się odkrywać, ale stawiaj całą sobą pytania. To przyciąga. Bądź zagadką, na którą ludzie starając się znaleźć odpowiedź trafią do Najwyższego. 



 ***Mały rozmarynowy bonus (; 

Jednym z najlepszych sposobów na odreagowanie stresu zapewniającym dodatkowo czas na chwilę rozmyślań nad minionym dniem jest pachnąca kąpiel. Badania „International Journal of Cosmetic Science” wykazały, że kobiety zażywające kąpieli zapachowych są bardziej zrelaksowane. Rozmaryn to doskonale orzeźwiający antyoksydant. Ma właściwości odżywiające skórę, nadaje jej zdrowy, młody wygląd i łagodzi stres. Aby uświetnić swój wieczór przewiąż pęczek rozmarynu nitką i przywiąż go do kranu nalewając do niej wodę (;

niedziela, 8 kwietnia 2012

Życie. Jesteś tego warta.

To kolejny dzień, kiedy słowa są wręcz karłowate. Nic nie może się równać z wydarzeniem, którego doświadczamy. Zmartwychwstaje Król Wszechświata – Bóg Człowiek, a w raz z Nim wszystko, co było twoją małą śmiercią. Wyraz „zmartwychwstanie” trochę już się nam znudził. Sam jego fakt, z resztą też już nas coraz mniej ekscytuje.

Pan nie zawiódł, okazał się wierny i prawdziwie godny zaufania. Podczas swojej męki przeżył wszystkie twoje smutki, strachy, niepokoje, wstyd, zranienia, samotność, niepewność… Teraz przemienia je w najpiękniejszą żywioł konstruujący wszechświat – miłość.

A co to znaczy dla Ciebie?



On uznał Twoje życie za godne takiej ofiary. Nawet gdyby miał przyjść i dokonać tego dla Ciebie jednej – zrobiłby to. „Za wielką bowiem cenę zostaliśmy nabyci, zatem już nie należymy do samych siebie, za cenę Chrystusowej na krzyżu śmierci – chwalmy więc teraz za to Boga w naszym ciele” Nadał życiu niepodważalną wartość. To zobowiązuje. Obliguje do stawiania sobie coraz wyższych wymagań. Skoro ktoś tyle dla niego przecierpiał i znalazł moc, żeby wstać z grobu to czy samo to nie jest zachętą do podejmowania wyzwań i walki o ustrzeżenie naszego Westerplatte? Jak ty bronisz tej wartości za którą On tak bez reszty się poświęcił? Jak walczysz o okazywanie szacunku życiu? Tak, chodzi mi również o kwestie, o których dyskusje są ostatnio pożywką mediów – zabójstwa nienarodzonych dzieci i słabych starszych OSÓB, a także bycia anty-pomysłom Bożym. Poddajesz się manipulacji przemysłu śmierci, czy doceniasz to, co jest prawdziwą wartością?

„Tak przeto odprawiajmy święto nasze, nie przy użyciu starego kwasu, kwasu złości i przewrotności, lecz - przaśnego chleba czystości i prawd”

Wiesz czego ON dokonał?! Sprawił, że możemy kochać i być kochanymi wiecznie!

piątek, 6 kwietnia 2012

Wielka Sobota - Cisza

Zamilknij dziś. Wtul się w Jego ciepłe ramiona i trwaj w ufnym oczekiwaniu. Szepnij co najwyżej kilka słów…



Przybliż mnie Panie do siebie,
zabierz i ukryj przed światem.
Nic nie mów. Bądź - to wystarczy
milczenie ma treści bogate...


Wielki Piątek

Dziś czcimy Krzyż. Nie jako upadek, a jako zwycięstwo. To podstawa. Ale przecież znak krzyża jest obecny w twojej codzienności. Widzisz to? "W imię ojca i Syna i Ducha Świętego" – czy te słowa i krótki ruch rąk uświadamia Ci, że zwyciężasz? Że przez krzyż przychodzi Twoje zdrowie, wolność, radość i miłość? Może dzisiaj warto zastanowić się nad nim wnikliwiej? Może zaczniesz zwracać na niego uwagę i odkryjesz siłę płynącą z tego gestu.



„Jestem, który jestem” – to imię Stwórcy. Imię w kulturze biblijnej wyraża posłannictwo, misję, to co w Nim najważniejsze. Być to dawać siebie - ciągle, wiernie, stale i niezmiennie. Taki jest nasz Tata. Bóg, w którym żyjesz, poruszasz się i jesteś. Jest Trójjedyny, by przez miłość zerwać z samotnością.

„Dla nas Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci, a była to śmierć krzyżowa. Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i dał Mu imię, które jest ponad wszelkie imię.” (Flp 2,8-9) – Imię Syna, Jezusa kontempluj patrząc na przenikliwe cierpienie i słuchając jak rozbrzmiewają w nim słowa miłości, wolnego posłuszeństwa. Waldemar Łysiak powiedział, że „godłem mężczyzny jest honor”. Chrystus to mężczyzna, twardy i silny, a jakże wyniszczony przez ból. Nie dlatego że musiał, ale dlatego że świadomie chciał w ten sposób zdjąć ten wyniszczający ból z Ciebie. Krzyż to Jego chorągiew, pasja, namiętność. „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.”

Św. Ignacy nauczał, że warto rękę zatrzymać na dłużej przy – Ojcu: bo to on ciebie stworzył, jest początkiem, Alfą i Omegą. Potem jest Chrystus – Syn, który kroczy przy tobie przez cały dzień. Dalej – Duch Święty – On cię ogarnia, jest po twojej prawicy i lewicy i szepcze Ci do ucha skrawki Bożego planu. Czy dostrzegasz je? Czy umiesz wykorzystać?

Niech ten znak krzyża stanie się dla Ciebie tarczą. Znakiem tego, że wszystko wykonujesz w Jego imię – dając z siebie 100 %. Niech Twoje czoło będzie naznaczone Jego mądrością, serce miłością, a ramiona gotowością działania. Niech ten znak wspólnoty zaprasza Cię do budowania jedności.

środa, 4 kwietnia 2012

Wielki Czwartek

„Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił”

„Charisma” z gr. oznacza pomazanie, przyobleczenie, albo posmarowanie. Jesteś ubrana w cnoty Ducha Świętego i Jego potęgę. Bóg wycisnął na Tobie swoją pieczęć. Jesteś przygotowana na otrzymanie Jego dziedzictwa, jesteś królewną.

„Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego”

Należysz do rodu kapłańskiego. Czy kiedykolwiek zdałaś sobie sprawę, że to Ty sprawujesz Mszę Świętą? Nie przypatrujesz się jak ksiądz ją odprawia, nie słuchasz tylko co się dzieje, ale sama składasz duchową ofiarę. W ten sposób powinnaś też traktować swoje życie –najpiękniejszą odpowiedzią na dar Bożej miłości jest służba Bogu i ludziom.



Twoim codziennym ołtarzem jest praca, wszystko w co się angażujesz, każdy człowiek którego spotykasz. Dla chrześcijanina nie ma podziału na sacrum i profanum. W ten sposób niedzielna Eucharystia stanie się szczytem wszystkich decyzji i wysiłków, ich uświęceniem. Twoje „amen” przy przyjęciu Komunii Świętej jest jak Maryjne „Fiat” przyjęciem niesłychanej propozycji, ofiarą z siebie – przejawem kapłaństwa. Pełne oddanie to apogeum odwagi.

Dzisiejszy dzień – początek Triduum skłania mnie też do refleksji nad Kościołem. Czyli nad tym kim jesteśmy jako wspólnota. Pomyśl o najbliższych Ci ludziach, którzy podobnie jak Ty wierzą – o rodzinie, grupie w duszpasterstwie, przyjaciołach. Łatwo jest krytykować „stan Kościoła”. Ale kto tak naprawdę myśli wtedy o sobie samym i o drogich mu ludziach? Nie kto inni, jak właśnie my jesteśmy tym Ciałem. To też szczególny dzień dla kapłanów, ich święto. Księża mają poważne zadanie. Złóż życzenia, obdaruj ciepłym słowem, zmów za nich chociaż zdrowaśkę. To nie będzie zapomniane.

„1. Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem.
2. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.
3. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich.
4. Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosując się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.
5. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.
6. Żenią się jak wszyscy imają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych.
7. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże.
8. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.
9. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.
10. Słuchają ustalonych praw, z własnym życiem zwyciężają prawa.
11. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.
12. Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.
13. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.
14. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.
15. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.
16. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.
17. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Hellenowie ich prześladują, a ci , którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.

Tak zaszczytne stanowisko Bóg im wyznaczył, że nie godzi się go opuścić.”

/ List do Diogeneta z II lub pocz. III wieku/

Wielka Środa

"Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące."

Słowo krzepiące to słowo sprawiedliwe. Nie osąd, ale prawda. Nie nazywaj więc zabójstwa - zabiegiem, kłamstwa – nie-do-końca-prawdą , a cudzołóstwa – wolnością. „Niech Wasze tak będzie tak, a nie nie!” Bez odpowiedzialnego używania słów dajesz sobą manipulować i sama manipulujesz innymi. Manipulacja z pewnością nie jest słowem krzepiącym. Nie lepiej wykorzystać dar języka odważnie, jak na kochanicę Króla przystało?



Język jakim się posługujemy pokazuje jak postrzegamy świat. Żyjąc w przekonaniu, że otoczenie Cię ogranicza ciągle znajdujesz na to dowody . Nie musisz obarczać winą za własną sytuację ludzi, okoliczności, gwiazd, czy co gorsza „losu”. Bierz odpowiedzialność. Zrób eksperyment. Wyrzuć ze swojego słownika stwierdzenia: „nic nie mogę zrobić”, „muszę”, „zrobiłabym”, „nie mogę” i zamień je kolejno na „popatrzmy co się da zrobić”, „wolę”, „zrobię”, „wybieram”. I tak dalej. Twórz, jesteś do tego namaszczona.

"Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem."

Żeby krzepić innych, najpierw słuchaj! Nic tak nie koi uchwycenie tego co chcą powiedzieć. Słuchaj przede wszystkim tego, który jest Światłością i Słowem Wcielonym. On mówi same konkrety. Czasem Cię podpuszcza, ale po to żebyś zaczęła myśleć. Mówi łagodnie i surowo. Tak pięknie łączy pewność z delikatnością, że Jego Słowa pieszczą Twoje uszy, duszę i serce czulej niż potrafią najbardziej aksamitne dłonie na tym świecie. Słuchając tak Jego, jak i innych ludzi zawieszaj na ten moment swoje plany. Nie obmyślaj sobie już wcześniej co odpowiedzieć, ale zacznij skupiać się na rozumieniu. To wymaga cierpliwości, by w pełni się zaangażować w drugiego człowieka – ale czyż ktoś z nas jest gotów zaprzeczyć, że „miłość cierpliwa jest”?

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Wielki Wtorek

„Pan mnie powołał już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię”
Te słowa pięknie dopełniają to, o czym pisałam wczoraj. Pan zna Twoje jedyne, niepowtarzalne i wyrażające prawdę o Tobie imię.

Podczas lektury dzisiejszego czytania przychodzi mi jednak do głowy jeszcze jedno pytanie. Czy nie traktujesz wiary tylko jako czegoś co się opłaca/nie opłaca?

„Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego.”



Nie traktuj Boga jak automatu. On nie jest maszyną, do której wrzucasz pieniążek i ma z niego wyskoczyć od razu to, czego potrzebujesz. Daje z radością, ale i wymaga, bo chce przede wszystkim Twojego dobra – pragnie byś się uczyła. Wprowadzaj więc w życie słowa św. Ignacego – „Módl się jakby wszystko zależało od Boga, ale pracuj jakby wszystko zależało od Ciebie”. Tym samym unikniesz pychy zakłócającej docierające do Ciebie od Niego treści i fałszującej rzeczywistość.

Dopiero, gdy wyzbędziesz się myślenia w kategorii – „chcę żeby zawsze to wszystko było blisko, żeby nigdy nie trzeba było się po to schylać” – znajdziesz swoją nagrodę. On udziela lekcji wytrwałości, cierpliwości i wierności. Na tych cnotach możesz wzlecieć jak na skrzydłach, nawet gdy z początku wydadzą Ci się tylko zbędnym obciążeniem. Zazwyczaj tak jest, że gdy dostajemy coś wspaniałego, ale będącego próbą sił – za pierwszym razem nie umiemy się tym posłużyć. Trenuj przeto sumiennie.

Bóg ma swój czas – On jest ponad naszą cienką kreską przyszłości, teraźniejszości i przeszłości. Obdaruje Cię nagrodą w momencie, gdy nawet nie będziesz się tego spodziewać. Wtedy cała w skowronkach, z ulgą i lekkością na sercu przyznasz: „Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, Panie, Tobie ufam od lat młodości!”.

Wielki Poniedziałek - o Bogu Tkaczu

Zaczynamy Wielki Tydzień. Niech to będzie czas Wielkich Spotkań – Twoich ze Słowem. Daj się skusić na niepowtarzalne rendez-vous. Może w którymś z wpisów na tym blogu pomogę Ci odnaleźć inspirację.

„Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności”



W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg przez proroka Izajasza zwraca nam uwagę na misję swojego Syna. Jestem przekonana, że nie na darmo akcentuje Jego wyjątkowość. Ten, który zawiera w sobie wszelką jedyność, niepowtarzalność i unikalność utkał Ciebie na swoje podobieństwo. Z niezwykłą troską i artyzmem przeplatał ze sobą same ekskluzywne nici. Jesteś Jego wybraną, w której ma upodobanie.

Spójrz dzisiaj na te nici. Zapytaj Stwórcy o Twoje zadania .Zobacz role, które pełnisz. W każdym z pól, w którym siejesz masz na pewno cele, które chcesz osiągnąć. Jakie są w nich Twoje zamiary? Jakimi wartościami chcesz się kierować? O co Ci chodzi, co jest dla Ciebie najważniejsze? Odpowiadając sobie na takie i podobne pytania stworzysz deklarację własnej misji.

Victor Frankl, o którym wspominałam w poprzednim tekście przypomina istotę sprawy: „Każdy ma w życiu swoje powołanie, właściwą misję. (…) Dlatego nikogo nie można zastąpić ani też powtórzyć niczyjego życia. Zarówno zatem zadanie dla każdego z nas, jak i szansa jego wypełnienia są niepowtarzalne”.

Istnieje coś, co możesz zrobić tylko Ty – coś, w czym nikt inny Cię nie zastąpi. Jeśli zrezygnujesz z podjęcia tego wyzwania, na świecie pozostanie niezacerowana dziura.

Pisał też o tym Steven Covey – ekspert od rozwoju osobistego. „Pisanie lub poprawianie życiowego posłannictwa zmienia cię, gdyż zmusza do głębokiego i starannego przemyślenia twoich priorytetów oraz do wybrania zgodnych z nimi zachowań. Gdy to zrobisz, nawet inni wyczują, że nie kieruje tobą, to co się wokół ciebie dzieje. Masz poczucie misji, która cię fascynuje i którą starasz się wcielać w życie.”

Można to nazwać osobistą konstytucją. Pewnie nie powstanie od razu, bo nie jest łatwo zwięźle i w pełni wyrazić, co ceni się najbardziej. Ale takie utrwalenie stanie się nieustannym odzwierciedleniem twoich wartości i wizji przyszłości. Spełni rolę kryterium, według którego będziesz mogła oceniać zadania, które się przed Toba pojawią. Dotkniesz tym samym powierzchni swojego powołania osobistego, jedynego we wszechświecie imienia. Życzę Ci, abyś w tym odkryła, że poznawanie siebie jest poznawaniem Boga.

wtorek, 27 marca 2012

„O, gdybyś znała dar Boży” (J 4,10)

„Nie chce mi się. Po co właściwie mam coś robić?”, „Jestem beznadziejna i na dodatek spotyka mnie wszystko co najgorsze”, „dlaczego ja? Wolałabym mieć łatwiejsze życie”, „ludzie są dla mnie okropni” – Kobieto czy pamiętasz jeszcze do czego zostałaś powołana?

Wyobraź sobie Mount Everest - wysoką górę, królujący szczyt. Wspinasz się na niego codziennie. Nie powstrzymuje Cię silny wiatr, chłód, ani zamiecie śnieżne, bo widzisz cel i wiesz, że nic nie odbierze Ci samozaparcia. Takim szczytem w Twoim sercu jest godność. Nieodwracalna, nieunikniona, niezmierzona. Małymi, codziennymi kroczkami wybierasz czy idziesz do góry, czy stoisz w miejscu, czy spadasz – chociaż stanie w miejscu jest równoznaczne z cofaniem się. Te kroczki to wybieranie, zdolność do odpowiedzi na to co Cię spotyka – odpowiedzialność.



Łatwo jest pogrążać się w myśleniu, że nic nie potrafisz, nic Ci nie wychodzi i ogólnie jesteś beznadziejna. Możesz się tłumaczyć, że masz pecha, że ludzie Ci w czymś przeszkadzają, że pogoda jest zła, że ‘taka już jesteś’ itd. itp. Ale przyznaj szczerze – czy to naprawdę jest apogeum tego, co potrafisz?

Mimo, że w pewnych obszarach swojego życia możesz być mocno pokiereszowana to właśnie to może stać się sztandarem Twojej siły. Zobacz przed oczami cel i zmierzaj w jego kierunku. On Ci go postawił i przy nim czeka. Wyprowadził Cię z niewoli, a „Wyprowadzenie z niewoli oznacza obdarzenie tożsamością i uznanie nieprzemijającej godności, daje też początek nowej historii, w której odkrywanie Boga idzie w parze z odkrywaniem siebie”

Nie ma takiego momentu, że chociaż przez chwilę byłabyś bezwartościowa! Nie ma! Nawet gdy wydaje Ci się, że w pewnym momencie uznasz, że już nic nie może się zmienić to „choćbyś była jak szkarłat nad śnieg wybielejesz!" (Ps 51:9-14 ) Mimo, że lud niejednokrotnie sprzeniewierza się zawartemu przymierzu, Bóg gotów jest wciąż ofiarowywać swą miłość, stwarzając w człowieku nowe serce, uzdolniające go do przyjęcia bez zastrzeżeń przekazanego mu prawa, jak czytamy u proroka Jeremiasza „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu” (Jr 31,33). Czytamy również u Ezechiela: „dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26).

On chce Cię uwolnić, a kiedy już na to pozwolisz „decydującym elementem będzie zmiana imienia, podobnie jak ma to miejsce i w naszych czasach, kiedy dziewczyna wychodzi za mąż. Przyjęcie „nowego imienia” oznacza niemal przybranie nowej tożsamości, podjęcie misji, radykalną zmianę życia”

Cieszyłabyś się dostając list od Królowej Elżbiety, która dowiedziała się właśnie kim jesteś i stwierdziła, że chce cię pochwalić za to co robisz? No jasne! To uświadom sobie teraz, że jesteś radością samego Króla. „W swej ziemskiej oblubienicy, którą jest święty naród, Pan znajduje takie samo szczęście, jakiego mąż doświadcza z ukochaną żoną”. Od Stwórcy Nieba i ziemi pochodzi Twoja wartość. Nie musisz jej szukać u ludzi, którzy zawodzą, On Ci ją nadał bez względu na wszystko. Emocjonalna zależność od człowieka, jest więc niedocenieniem splendoru Pana, niewiernością względem Niego. Wzorem godności jest sam Jezus. On zachował ją mimo wzgardzenia, dzięki jedności z Ojcem. Nie pozwól, by Twoje poczucie bezpieczeństwa pochodziło od opinii o Tobie, a słabości innych czyniły z Ciebie ruinę. Możesz słyszeć, że jesteś słaba, brzydka itd., ale gdy słuchasz Prawdy, znasz Prawdę o sobie i wiesz, że jesteś silna i piękna. Mocnym świadectwem takiego wyboru był Victor Frankl – autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” – będąc w obozie koncentracyjnym, w naprawdę dramatycznych warunkach mimo wszystko decydował o tym, co się dzieje w jego wnętrzu, co na niego wpływa i jak on to przeżywa.

Sporym krokiem do wolności będzie więc przyjęcie odpowiedzialności. Nie zrzucanie winy za wszelkie niepowodzenia na okoliczności zewnętrzne. Kiedy uznasz, że Twoje zachowanie jest wynikiem Twojego wyboru, a nie efektem jakichś warunków, będziesz mogła wybrać co innego. Zacząć się cieszyć, być z siebie dumną i działać odważnie, mimo że świat proponuje Ci zupełnie inny kierunek.

Godność polega więc na życiu według możliwości, nie według ograniczeń. Bij się więc, choćby z Nim, jak Jakub – by ciągle ci go przypominał. Nic nie jest tak warte zachodu jak wspinanie się do Niego. Zwłaszcza, że Jego drabina to szczeble radości, miłości i dobra. Zawsze.

A on sam się Tobą zaopiekuje. Będzie „opiekował się, pouczał, strzegł jak źrenicy oka. Jak orzeł, który krąży nad gniazdem, by wywabić swe pisklęta, i bierze je na skrzydła rozpostarte, niosąc je na samym sobie” (Pwt32) – Przejście przez pustynny step staje się spokojną i pogodną wędrówką dzięki ochronnemu płaszczowi Bożej miłości. Izrael został sprzymierzeńcem Pana, Jego „własnością” i „wyłącznym dziedzictwem”, czyli rzeczywistością najcenniejszą.”

W tym wpisie chcę się też podzielić pewną potężną inspiracją (dlatego przypisuję go również do działu „inspiracje w kulturze”) Otóż zaczytuję się ostatnio z prawdziwym zachwytem w „Komentarzach do ksiąg Starego i Nowego Testamentu” Jana Pawła II. To właśnie z nich pochodzą cytaty, którymi wspierałam się w tekście. Te książki to prawdziwy skarb (zwłaszcza ich piękne wydanie Wydawnictwa M.) Pozwalają przekonać się jak Jan Paweł II ukochał Słowo. To ono było jego Przewodnikiem. Uznając papieża za swój autorytet, podziwiając to, czego dokonał w Polsce i na świecie, wyrażamy tym samym pragnienie uczenia się od niego – a on uczył się od samego Chrystusa. Dlatego myślę, że poznanie encyklik i właśnie komentarzy do Pisma może pogłębić nie tylko naszą wiedzę, ale też wiarę. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu, jak wielkie serce i mądrość miał ten człowiek. Piękno jego słów, choć czasem trudnych i poważnych, to przy ich głębszym rozważeniu – zdumiewa. Z każdą podobną lekturą czuję, że Kościół, Jego Tradycja i żywe nauczanie są mi coraz bliższe – pozwalają zakochać się w nim przez nasycenie tym, czego uczy. Jeśli ktoś chciałby zrobić mi taki prezent – to chętnie przyjmę do mojej biblioteczki  :)Młodym osobom, pewnie trudno będzie przebrnąć przez dłuższe fragmenty, bo język jest dość trudny i podniosły, ale nie warto się tym zrażać, tylko wczytać w treść. Ufam, że wiele z Was prosząc Ducha Świętego o wsparcie jest gotowych podjąć takie wyzwanie ;)  Czasem do nawrócenia najbardziej potrzebne są podstawy, które gdy szukamy ‘urozmaiceń’ w życiu duchowym są pomijane i zapominane.


środa, 14 marca 2012

Błogosławiona wyobraźnia

Wyobraźnia miewa moc niezwykłą, jest prawdziwym darem Najwyższego. Obraca w groteskę dramaty i horrory. Uśmierza strachy i niepokoje. W dodatku gdy przez nią pozwalasz działać Duchowi Świętemu, pojawia się w nim jak potężne tsunami i zaczyna modelować Twój świat. Unieruchamia cały mętlik, a w chwilach międzyczasu pozwala obrazom realnie przekradać się do rzeczywistości.



Abstrakcja może być przyjaciółką, ale kreowane przez nią obrazy czasem okazują się być iluzoryczne. Aby sentymentalność i malowniczość obrazów nie fundowała Ci w głowie jeszcze większego mętliku i nie doprowadzała niezdecydowania i nieczytelności wpuszczaj do niej zawsze Jego. Żeby wyobraźnia nie stała się życiem w innym świecie za każdym razem gdy zaczynasz z niej czerpać zapraszaj Ducha Świętego. Niech On kieruje nią i pilnuje aby była czysta i wolna.

Wyobraź sobie, że patrzysz na świat, jakbyś widziała go pierwszy raz. Zachwyć się i bądź wdzięczna. Spójrz też inaczej, na to co wydaje Ci się oczywiste w Twojej modlitwie.

Słowa „Ojcze nasz”. Czy nie jest tak, że wydaje Ci się, że już nic nie może Cię w nich zaskoczyć? Że są nudne i całkowicie zwyczajne? Być może ujmują Cię codziennie swoją głębią, ale jeśli tak nie jest to usłysz je, jakbyś nie miała z nimi do czynienia nigdy wcześniej.

Przypomnij sobie, że nauczył nas ich Ten, który jest prawdziwym Synem Najwyższego – podzielił się z nami swoją godnością, sam nas zachęcił do tego byśmy zwracali się do Boga Ojca – Tato.
Pomódl się nimi z prawdziwym zdziwieniem. Może będziesz wypowiadać te słowa razem z Jezusem? Pozwól sobie delektować się tym, że Niepojęty Stworzyciel interesuje się właśnie Tobą. Chce byś się do Niego zwracała – nie bezcelowo, ale po to by usłyszeć Jego odpowiedź.

Że chce nam ofiarować swoje Królestwo, czyli „sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.”( Rz 14:17) – samego Ducha Świętego.
Że może dać nam to co jest chlebem powszednim naszej duszy i ciała, zbawić nas, podarować cały dług, który zaciągnęliśmy, zbawić, usprawiedliwić i obdarować dobrem..
Że pragnie dla nas nieba na ziemi! Bo po co innego Jezus uczyłby nas słów prośby o to by tak jak w niebie również na ziemi działa się Jego wola. To tylko pozornie rezygnacja z czegoś, z tego co JA chcę. Dobra Nowina polega bowiem na tym, że On jest naszym szczęściem. Powierzając Jemu wszystko i przestając cokolwiek Jemu warunkować, pozwalamy na to, by przez Niego stało się wszystko inne. On sprawia, że „moje, Twoje, Jego” są tym samym. Bo w rodzinie, gdzie więzi są przesiąknięte Miłością wszystko jest „nasze”.

A czy modliłaś się kiedyś marzeniami? Spróbuj!
Połóż się wieczorem i zacznij marzyć. Kiedy wszyscy gdzieś gonią i się spieszą zatrzymaj się na chwilę i podajcie sobie z fantazją ręce. Wyobraź sobie i poczuj wszystkimi zmysłami sytuację w jakiej spełniło się to, czego pragniesz. Jesteś z rodziną w swoim pięknym domu, podróżujesz po Alasce, czy wygrywasz właśnie najważniejszy konkurs taneczny? Teraz uruchom inną perspektywę – zobacz jak to się stało, że tam dotarłaś. Odtwórz każdy ze swoich kroków, które poczyniłaś, że to pragnienie miało możliwość się spełnić – podróżuj w myślach od ostatniego z działań, do pierwszego. Kiedy już zobaczysz co zrobiłaś na samym początku - nie poprzestawaj na wyobrażaniu i chceniu. Zrób to w rzeczywistości. I po kolei, jak mrówka - drobnymi kroczkami, aczkolwiek regularnie zmierzaj coraz wyżej!

środa, 22 lutego 2012

Czas na witaminy!

Zaczynamy Wielki Post. Czas na niejedzenie słodyczy? Na smutek? Na chodzenie w worku pokutnym? Bynajmniej!
Czym więc może on być dla kochanicy Króla?
Przede wszystkim niech stanie się czasem odbudowy organizmu. Twój duchowy układ odpornościowy potrzebuje codziennej dawki szczególnych witamin. Wielki Post może być jego regeneracją i okazją do prawdziwego powrotu do Źródła Życia i Zdrowia. O duchowych witaminach mówi w dzisiejszej Ewangelii sam Jezus. Są nimi jałmużna, modlitwa i post.


Co więc zrobisz w tym wielkim poście, aby zwiększyć w sobie dawkę wigoru?

Jałmużna obrazuje twoją relację z drugim człowiekiem.
Chyba każda z nas doświadczyło tego, że czyny miłości wobec innych ludzi nie zawsze są przez nich doceniane. Mogą nie zapewniać ziemskiego wynagrodzenia, czy uznania. Jezus daje jednak nadzieję – że jeśli robimy coś w czystej intencji, na Jego większą chwałę i z prawdziwej miłości Bóg nie jest ślepy i niesprawiedliwy. On to widzi i uhonoruje, kiedy uzna że jest to potrzebne.

Nie chodzi też o popadanie w drugą skrajność i sztuczne utrzymywanie w tajemnicy, bo być może darem dla kogoś będzie właśnie świadectwo.

Sęk w tym, żeby chcieć być darem. Żeby ofiarować coś drugiemu człowiekowi – nie koniecznie pieniądze biednemu. Może zechcesz uszczęśliwić swojego przyjaciela jakimś drobiazgiem? Albo częściej, niż musisz myć naczynia żeby rodzice nie musieli się o to za każdym razem upominać? Większe ambicje? Zorganizuj coś twórczego, aby inni też mogli zaangażować się w pomoc.

Modlitwa to twoja więź z Bogiem.
Jezus mówi, że hipokryzją jest modlenie się, żeby pokazać własną pobożność. Lecz równocześnie unikanie tego by ludzie widzieli Cię zamodloną też może nią być. Nie jest obłudą modlenie się publiczne, ale modlenie się wyłącznie na pokaz.
Niech Wielki Post stanie się czasem powrotu. Wracaj do Niego cały czas, nawet gdy wydaje Ci się, że przecież wszystko jest między Wami ok. Może stwierdzisz, że jeszcze nie tak dawno był Adwent, który miał przecież podobne znaczenie, a z owocami teraz jakoś kiepsko. Niemniej jednak, kiedy zdasz sobie sprawę do jak ważnego wydarzenia się przygotowujesz Twój punkt widzenia może się zupełnie zmienić. WMU śpiewa „Na krzyżu poślubił mnie Pan”. Może zechcesz potraktować Wielki Post tak jak narzeczeni traktują czas narzeczeństwa – cieszą się przygotowaniem do wydarzenia zmieniającego wszystko. Dla Ciebie będzie to przygotowanie serca na spotkanie z żywym i przenikającym Panem. W jaki sposób? Częstsza lektura Pisma, 10 minut dziennie słuchania Go w ciszy, dodatkowa Msza Święta w inny dzień niż niedziela…

Post jest tym, co czynisz dla siebie, aby wzbogacić swojego ducha.
Po raz kolejny Jezus porusza dzisiaj temat prawdy. Prawdy na temat tego, kim jesteś. Jak często robisz coś na pokaz? Wyrzecz się tych pozorów, które usiłujesz stworzyć. Wyrzecz się tej fasadowej, nieprawdziwej osoby którą grasz. Pokaż rzeczywistość, to jaka jesteś naprawdę – bez murów które starasz się dookoła siebie budować.
Mury bywają najróżniejsze. Czasem jest to rola ofiary, a czasem udawanie że jest się w czymś doskonałym. Przecież sama wiesz, jak się później czujesz gdy dociera do Ciebie, że znowu się bawiłaś w teatr maskowy….
Co jeszcze zrobić dla siebie w Wielkim Poście? Najprostsze rzeczy - więcej wartościowych książek, albo filmów, wreszcie zdrowe jedzenie, ćwiczenia fizyczne, ćwiczenie samoświadomości przez regularne pisanie dziennika, nieobgryzanie paznokci… Może właśnie takie drobiazgi staną się drogą do wytrwałości i uwolnieniem się od tego co Cię ogranicza i hamuje?

Pamiętaj jednak, że „Radosnego dawcę miłuje Bóg”. Nie dawaj więc, gdy Cię to nie cieszy. Najpierw pobudź swoje serce aby poczuło radość i znajdź pragnienie, które naprawdę Cię pochłonie.
Sugeruję, by twoim pierwszym POSTanowieniem było zapytanie Go co ON proponuje dla Ciebie na ten czas.

poniedziałek, 13 lutego 2012

„Strzeż swego serca, bo życie ma tam swoje źródło”

Ta z Was, która nosi okulary wie dobrze, że nie da się przez nie patrzeć, gdy są brudne, albo zakurzone. Podobnie jest z sercem. Tylko kiedy jest czyste, możesz widzieć wszystko jasno i klarownie. Dużo się mówi o czystości serca, ale najczęściej w kontekście wolności od grzechu. Jasne, doprowadzanie go do porządku w konfesjonale to podstawa, lecz dbanie o jego nieskazitelność nie przejawia się tylko w tym.

To przede wszystkim stawanie w prawdzie przed Jedynym, który może Ci prawdę o Tobie powiedzieć. Zachowujesz czyste serce będąc wierną sobie i Bogu. Wtedy trudniej o nieustanne rozterki i wahania. Trudniej o to, by ludzie Cię ranili, bo „ranią nas tylko Ci, którym na to pozwolimy” Kiedy Go słuchasz możesz porównać Jego Słowa, z tym co próbują Ci o Tobie powiedzieć inni ludzie i odróżnić co jest prawdziwe.


Spotykaj się z Nim i słuchaj Go i adoruj opalając się w Jego Promieniach!

Istotą adoracji jest to, że tak jak przy opalaniu nie musisz nic robić, po prostu trwasz. Kiedy leżysz na słońcu nawet nie zauważasz, kiedy Twoje ciało nabiera koloru i orientujesz się o tym, dopiero po pewnym czasie. Regularnie stając przed Nim – naszym Słońcem – zaczynasz świecić, odbijając Jego blask.

Pamiętaj przy tym, żeby nie opalać się w makijażu – maska, założona przed Nim sprawia, że do zakrytych części Ciebie Światło nie może dotrzeć. Esencją zaufania jest to, by stanąć przed Nim jakby nago. Bez narzucania Jemu czegokolwiek, bez chowania jakichś części siebie, które wydają nam się beznadziejne. Trwaj przed Nim odsłaniając i to co piękne i to co wymaga uzdrowienia, co Ci się nie podoba. On sam odzieje Cię w szaty daleko piękniejsze, niż te które przed Nim zrzuciłaś. Może się okazać, że w miejscach najwrażliwszych, tam gdzie jesteś najdelikatniejsza, albo gdzie już wcześniej coś Cię zraniło – Jego blask i ciepło aż cię oparzą. Jednocześnie jednak On sam, jako najwspanialszy Masażysta i Farmaceuta namaści Cię olejkiem radości i delikatnie gładząc najwrażliwsze obszary wetrze w nie balsam łagodzący.

Najłatwiej jest opalić się blisko wody. Wodą prawdziwie Żywą są sakramenty. Delektuj się więc jak najczęściej ich ożywczym smakiem.

„Ten kto pragnie napić się ze źródła musi klęknąć i pochylić głowę.
Ściągnąć maskę, potem odpiąć śmieszne szczudła i zdjąć z ramion skrzydła ikarowe.
A gdy w końcu będzie całkiem w toń przejrzystą patrzeć musi umieć,
By w odbiciu jasnym, czystym i spokojnym swoje życie ujrzeć i zrozumieć.”

Kiedy z Nim rozmawiasz On objawia Ci Twoje imię – Twoją osobistą, indywidualną misję, jakiej nie ma nikt inny na świecie. Poznając ją, choćby po kawałeczku zaczynasz widzieć do czego jesteś stworzona i wybierać rzeczywiście to, co służy Twojemu rozwojowi. Kobieta o czystym sercu wypełnia swoją misję – zajmuje się swoją pasją, rozwija talenty. Zdając sobie sprawę do czego jesteś stworzona nie słuchasz ludzi, którzy próbują Ci coś narzucić i nie zdajesz się na okoliczności zewnętrzne. W pełnej wolności dokonujesz wyborów, bo wiesz dobrze czego Ty chcesz i czego pragnie dla Ciebie Najwyższy.

Przy tym jednak czyste serce objawia się w uporządkowaniu uczuć. Św. Ignacy nazywał to świętą obojętnością. Mówił: Staraj się o coś czego pragniesz z całego serca, ale jeśli ma Cię to zniewolić to bądź obojętna. „Nie pragnij bardziej zdrowia niż choroby” . Człowiek powinien bowiem „korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu”. Ład w sercu jest więc po prostu możliwością pójścia za nim zawsze i mimo wszystko. Budowaniem relacji w wolności – nie traktowanie ludzi jak swoją własność. Umiejętnością pozostawienia wszystkiego w zaufaniu, że tak będzie najlepiej, gdyby o to poprosił. To zaufanie, że On jest DOBRY.

Czyste serce to nade wszystko serce kochające. Ale najpierw kochające siebie. Nie będąc bowiem szczęśliwa ze sobą, nie będziesz szczęśliwa z innym człowiekiem, ani nikomu szczęścia nie ofiarujesz. Żeby komuś coś dać musisz to najpierw posiadać. Musisz umieć przebywać najpierw sama ze sobą i cieszyć się z tego, by nauczyć się dobrej niezależności i tworzenia zdrowych relacji z innymi.

Facebook