Kontakt

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje w kulturze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje w kulturze. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 grudnia 2012

Od ducha do ucha - Theocracy

Stuk puk stuk puk. Słyszysz już te kroki? On jest coraz bliżej. Jesteś gotowa? To ostatni dzwonek, żeby pościerać w sercu kurze, wypolerować na błysk brud, wyrzucić z głowy śmieci, odwiedzić salon kosmetyczny „Confession” i zrobić miejsce na prawdziwą radość. Radość ze spełnionej obietnicy.

 „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!” Najmniejsze dostaje obietnice. Bóg wybiera niepozornych i przychodzi tak, jak nikt by się nie spodziewał. On zawsze spełnia to co przyrzeka. Tylko najpierw tą obietnicę trza usłyszeć i jej zaufać. Nawet jakby się wydawało, że „halo, coś mi tu nie gra” to On wie najlepiej co ma robić, jak i kiedy.

 „Całe moje życie czekałem i patrzyłem oczami wiary,
żeby zobaczyć pociechę Izraela.
I pomimo tego że płomień mojego życia 
rośnie teraz przyćmiony
wiem, że zobaczę Zbawcę Izraela.

Duch Pana obiecał mi, 
że nie zobaczę śmierci zanim moje oczy nie zobaczą Jego.
Obietnica ożyła, bo przez to malutkie dziecko 
Bóg oświeci Jeruzalem. 

O Betlejem, twoja gwiazda płonie jasno dzisiejszej nocy. 
Moje oczy ujrzały chwałę świętego światła zbawienia 
Czy to małe dziecię przyszło ocalić nas wszystkich? 
By zachować nas od upadku.
Odkupienie jest w zasięgu wzroku. 
Oto Syn świeci jasno, w nocy gwiazdy Betlejem. 

Kiedy cały świat spał w ciemnościach,
Dziecko Betlejem dopełniło obietnicy. 
Starożytni przepowiedzieli wielkiego Wybawiciela. 
Tylko on jeden złamie klątwę grzechu na zawsze. 
On nie przyszedł wśród fanfar świata. 
Bez królewskiego traktowanie, tylko ciemny krzyż cierpienia. 
W Betlejem rośnie nowy świt. 
Gwiazda kieruje na drodze, zawsze świecąc nową nadzieją, 
która się urodziła dla każdego stworzenia tej nocy. 

Dla przebicia ciemności przyszło najjaśniejsze światło”



Na tę ostatnią niedzielę Adwentu proponuję piękny utwór „Bethlehem” zespołu Theocracy. Fragment tekstu, który zacytowałam jest tak wymowny, że chyba nie potrzeba tu większych komentarzy. Dopowiem więc tylko, że dla mnie ta muzyka jest naprawdę wyjątkowa i świetnie dopracowana pod względem tego, jak łączy się ze słowami i oddaje ich charakter. Polecam też gorąco inne utwory Theocracy, szczególnie „I Am” ( i instrumentalnie i tekstowo prawdziwy majstersztyk!) oraz „Martyr” – piosenkę o prawdziwych świadkach, męczennikach.

niedziela, 16 grudnia 2012

Od ducha do ucha - Abandon Kansas

„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko!” 

Czy przy dzisiejszych czytaniach ktoś jeszcze może powiedzieć, że „chrześcijaństwo jest smutne”? Toć to Bóg Sam Żywy przypomina nam, że mamy się cieszyć, bo On jest silniejszy od wszystkiego co nas martwi! Ciesz się bo w Nim nawet porażka może okazać się zwycięstwem. Taki to jest nasz Wszechmogący Pan. Ty wierzysz, że On jest przy Tobie nawet jak wydaje Ci się, że jesteś sama, zrzucasz z siebie smutek jak brudne ubranie, a On okrywa Cię szatą najczystszej radości i miłości :)

 „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!” 




„Chodź, opowiedz mi o wszystkim, czego się boisz 
Wiesz, że zawsze słucham 
A kiedy zbliża się ciemność,
Ja będę jasnym światłem 

Więc przyjdź i zrzuć swoje ciężary na mnie 
Bo ja mam siłę, której potrzebujesz
A kiedy jesteś martwy w środku 
Przywrócę Cię do życia 

 Mogę być Twoim rydwanem 
Nieść Cię aż do końca 
Kiedy szaleje bitwa, 
Kiedy skończy się walka w Tobie 

Nawet jeśli to boli ja nie pozwolę Ci się załamać 
Możesz spać tej nocy 
Wiedząc że miłość jest tutaj 

Pozwól mi być powodem, którego potrzebujesz 
Do znalezienia nadziei, by uwierzyć w miłość” 

Dziś – Abandon Kansas, pierwszy niepolski zespół w moich propozycjach. Grają rocka, ale dość lekkiego. I słowa i muzyka w piosence „Chariot” są może proste, ale tyle w nich prawdy że ta prostota bardzo do mnie trafia. Proszę o wybaczenie niedoskonałości tego skróconego tłumaczenia, ale chyba ogólny sens zachowałam.

niedziela, 9 grudnia 2012

Od ducha do ucha - Illuminandi

„Z radością bowiem poprowadzi Bóg Izraela do światła swej chwały z właściwą sobie sprawiedliwością i miłosierdziem.” 

Bóg - Przewodnik chce Cię prowadzić do światła. Sam jest Światłem. Cudowny blask Jego Miłości wyrywa z krainy cieni. 

Problem w tym, że zabawa w chowanego to nasza specjalność. Uciekanie do ciemnego kąta, brodzenie w mętnej wodzie, tylko po to żeby skryć się przed wzrokiem Zawsze Szukającego. 

Uciekamy przed Światłem czasem tylko dlatego, żeby nie widzieć, nie czuć, nie chcieć czegoś. To brak zaufania, a czasem wstyd zatrzymują nas we własnym grajdołku. Tymczasem On kocha. Znajdzie Cię, gdziekolwiek pójdziesz i to nie groźba, a obietnica pełna Miłości, bo przy nim zawsze jest pokój. Tylko daj się znaleźć Kochanico. Zawołaj Marana Tha - Przyjdź i znajdź mnie! Raz, dwa, trzy, szukasz Ty :)


Zbyt długo już żyję pośród cieni, 
Zbyt długo już chowam się przed światłem. 
Uciekłem w mrok, skryłem przed Twym głosem, 
Kiedy spostrzegłem to, że jestem nagi. 

Przywołałeś mnie Twym cudownym blaskiem, 
Znalazłeś mnie pośród mej ciemności. 
Czuję Twój pokój, nie chcę już uciekać. 
Ogrzej me serce, kamień przemień w ciało. 

Ty rozświetlasz me ciemności, Panie… 



Utwór, który proponuję dzisiaj to opowieść o Bogu, który żyje. Który pośród wszelkich naszych cieni przychodzi, woła i podnosi za każdym razem tak samo cierpliwie. Zespół Illuminandi jest dębicką formacją, która już od kilku lat raczy nas muzyką dość trudną do zaszufladkowania. Jak sami mówią której „ciężkie gitarowe riffy są równie ważne, co melodie grane przez skrzypce i wiolonczelę.” To mnie właśnie ujmuje – lekkie dźwięki i mądre teksty jakby rozjaśniające surowsze brzmienia.

niedziela, 2 grudnia 2012

Od Ducha do ucha - Armia

No to mamy Adwent. To krótki czas. Jeśli nie chcesz przeżyć go wykorzystując każdą chwilę, nie zaczynaj od dzisiaj. Nie słuchaj. Nie wyczekuj. Nie tęsknij. Tym bardziej nie uśmiechaj się na myśl o wspaniałości Tego, który się zbliża.

Jeśli jednak zauważyłaś w sobie iskierkę pragnienia jakiejś zmiany, albo po prostu czujesz że czegoś Ci brakuje…

Otwórz drzwi
wsłuchaj się raz 
Zwycięzca śmierci 
wraca na czas

Czujność polega na tym, że nie odkładasz tego otwarcia drzwi na jutro. Zakochana dziewczyna nigdy nie powie chłopakowi „nie chce mi się dzisiaj z Tobą gadać. Jutro ( jak nie zasnę) ewentualnie coś Ci powiem. Słuchać? Mógłbyś nie teraz? Jutro będę miała więcej czasu.” Ba! Ona będzie wyczekiwać najmniejszych słów, słówek i słóweczek i chłonąć je wszystkie jakby były najważniejsze i jakby każde miało moc zmienić cały świat. Takie coś w sobie wzbudź Kochanico Króla. Taką tęsknotę za Królem!

A o co właściwie w tym otwieraniu drzwi chodzi?
Ano o to, że On może przyjść bo robisz Mu miejsce. W czasie, w myśleniu, we wszystkim. Może się u Ciebie zjawić kiedykolwiek i w czymkolwiek, a nie akurat wtedy kiedy Ty to sobie zaplanujesz. Chodzi też o zaufanie w to, że te drzwi nie pozostaną otwarte bez powodu, a On przejdzie przez nie w dobrym czasie, zawsze najlepszym.

Zmierz się ze sobą by posłuchać Jego szeptu. Sama znajdź najlepszą drogę do tego słuchania, bo „Jego słowa dźwięczą coraz bliżej już”. Może jesteś jeszcze zgaszona, może jakaś niespokojna. Może coś się nie układa po Twojej myśli i czujesz się jakbyś usychała. Ale On się zbliża. On sobie z tym poradzi.

Jesienne wyspy, niespokojne sny
zimowe gwiazdy, zgaszone dni 
usycha trawa, więdną kwiaty pól 
Twoje słowa dźwięczą coraz bliżej już 

Otwórz drzwi wsłuchaj się raz 
Zwycięzca śmierci wraca na czas 

Błądzące światła, mieszkańcy snów 
prostujcie drogi, czuwajcie znów 
wołajcie góry, niech szumi wiatr 
prostujcie ścieżki, nadchodzi Pan 

Doliny wstają, drzewa cieszą się 
upadają góry, daleko gdzieś 
ja patrzę w okno, patrzę w siną dal
rozerwane więzy, nie słuchaj kłamstw 




Moja dzisiejsza propozycja to utwór zespołu Armia - jednego z moich ulubionych i według mnie jednego z najważniejszych w Polsce. Co tu dużo mówić – jak każdą muzykę tak i tą trzeba odkryć samemu. Poetyckie, w większości bardzo biblijne teksty T. Budzyńskiego ujmują mnie już od kilku lat. Muzyka z kolei - w zależności od tego, z którego albumu pochodzi jest jakby nasycona jakąś mglistą zadumą i niepowtarzalnym chmurnym klimatem, albo pogodnym choć surowym brzmieniem. Polecam zwłaszcza te trzy płyty: Duch, Droga i Legenda.

niedziela, 25 listopada 2012

Od Ducha do ucha - Pospolite Ruszenie


Dzisiejsze święto oznacza, że już za tydzień zaczynamy Adwent. W związku z tym, chcę zaprosić Was na tym blogu do czegoś nowego. Lubię urozmaicenia i Ci, którzy bywają tu częściej pewnie mogli się o tym przekonać.

Tym razem proponuję Wam trochę umuzycznienia :) Co tydzień dodam jedną wiążącą się z Adwentem, a mało znaną piosenkę + krótki komentarz. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim z Was będą odpowiadać gatunki, które wybiorę, gdyż będą to głównie mocniejsze uderzenia, ale dla mnie Romans to też ożywiające,  głośne brzmienia przez które jakby On Sam dodaje siły…

Proszę zostawiajcie komentarze i dajcie mi znać, czy nie warto kontynuować taki cykl również po Świętach

--------------------------------------------------------------

Zaczynamy od razu walecznie. „Pospolite Ruszenie” to zespół łączący rocka i muzykę dawną. Słuchając ich tak sobie myślę, że gdyby  przenieść średniowiecznych rycerzy w dzisiejsze czasy zagrzewali by się do walki dokładnie taką muzyką.  Może nawet przed bitwą zamiast okrzyków konkurowali by na gitarowe riffy :) 
Dzisiejsza uroczystość przywołuje mi na myśl obraz Jezusa z Apokalipsy. Jezusa - Wodza przyjeżdżającego na białym koniu i powalającego wrogów samym tchnieniem ust.

A my będziemy królowali z Nim. Będziemy sądzić aniołów. Będziemy wszyscy wreszcie kurcze U SIEBIE. I nikt nam nie powie, że „nie pasujemy”, żeśmy tacy „zacofani”. (Chociaż to piękny komplement :*)  Tutaj nie jest nasz świat. Jego Królestwo nie jest z tego świata, a my jesteśmy od Niego.

"A po tym żebyśmy też wszyscy społecznie
W niebieskiej radości królowali wiecznie
Z tobą, wiecznym Bogiem, i z Krystusem Panem,
Także z Duchem Świętym. Daj to, Boże. Amen."




wtorek, 27 marca 2012

„O, gdybyś znała dar Boży” (J 4,10)

„Nie chce mi się. Po co właściwie mam coś robić?”, „Jestem beznadziejna i na dodatek spotyka mnie wszystko co najgorsze”, „dlaczego ja? Wolałabym mieć łatwiejsze życie”, „ludzie są dla mnie okropni” – Kobieto czy pamiętasz jeszcze do czego zostałaś powołana?

Wyobraź sobie Mount Everest - wysoką górę, królujący szczyt. Wspinasz się na niego codziennie. Nie powstrzymuje Cię silny wiatr, chłód, ani zamiecie śnieżne, bo widzisz cel i wiesz, że nic nie odbierze Ci samozaparcia. Takim szczytem w Twoim sercu jest godność. Nieodwracalna, nieunikniona, niezmierzona. Małymi, codziennymi kroczkami wybierasz czy idziesz do góry, czy stoisz w miejscu, czy spadasz – chociaż stanie w miejscu jest równoznaczne z cofaniem się. Te kroczki to wybieranie, zdolność do odpowiedzi na to co Cię spotyka – odpowiedzialność.



Łatwo jest pogrążać się w myśleniu, że nic nie potrafisz, nic Ci nie wychodzi i ogólnie jesteś beznadziejna. Możesz się tłumaczyć, że masz pecha, że ludzie Ci w czymś przeszkadzają, że pogoda jest zła, że ‘taka już jesteś’ itd. itp. Ale przyznaj szczerze – czy to naprawdę jest apogeum tego, co potrafisz?

Mimo, że w pewnych obszarach swojego życia możesz być mocno pokiereszowana to właśnie to może stać się sztandarem Twojej siły. Zobacz przed oczami cel i zmierzaj w jego kierunku. On Ci go postawił i przy nim czeka. Wyprowadził Cię z niewoli, a „Wyprowadzenie z niewoli oznacza obdarzenie tożsamością i uznanie nieprzemijającej godności, daje też początek nowej historii, w której odkrywanie Boga idzie w parze z odkrywaniem siebie”

Nie ma takiego momentu, że chociaż przez chwilę byłabyś bezwartościowa! Nie ma! Nawet gdy wydaje Ci się, że w pewnym momencie uznasz, że już nic nie może się zmienić to „choćbyś była jak szkarłat nad śnieg wybielejesz!" (Ps 51:9-14 ) Mimo, że lud niejednokrotnie sprzeniewierza się zawartemu przymierzu, Bóg gotów jest wciąż ofiarowywać swą miłość, stwarzając w człowieku nowe serce, uzdolniające go do przyjęcia bez zastrzeżeń przekazanego mu prawa, jak czytamy u proroka Jeremiasza „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu” (Jr 31,33). Czytamy również u Ezechiela: „dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 36,26).

On chce Cię uwolnić, a kiedy już na to pozwolisz „decydującym elementem będzie zmiana imienia, podobnie jak ma to miejsce i w naszych czasach, kiedy dziewczyna wychodzi za mąż. Przyjęcie „nowego imienia” oznacza niemal przybranie nowej tożsamości, podjęcie misji, radykalną zmianę życia”

Cieszyłabyś się dostając list od Królowej Elżbiety, która dowiedziała się właśnie kim jesteś i stwierdziła, że chce cię pochwalić za to co robisz? No jasne! To uświadom sobie teraz, że jesteś radością samego Króla. „W swej ziemskiej oblubienicy, którą jest święty naród, Pan znajduje takie samo szczęście, jakiego mąż doświadcza z ukochaną żoną”. Od Stwórcy Nieba i ziemi pochodzi Twoja wartość. Nie musisz jej szukać u ludzi, którzy zawodzą, On Ci ją nadał bez względu na wszystko. Emocjonalna zależność od człowieka, jest więc niedocenieniem splendoru Pana, niewiernością względem Niego. Wzorem godności jest sam Jezus. On zachował ją mimo wzgardzenia, dzięki jedności z Ojcem. Nie pozwól, by Twoje poczucie bezpieczeństwa pochodziło od opinii o Tobie, a słabości innych czyniły z Ciebie ruinę. Możesz słyszeć, że jesteś słaba, brzydka itd., ale gdy słuchasz Prawdy, znasz Prawdę o sobie i wiesz, że jesteś silna i piękna. Mocnym świadectwem takiego wyboru był Victor Frankl – autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” – będąc w obozie koncentracyjnym, w naprawdę dramatycznych warunkach mimo wszystko decydował o tym, co się dzieje w jego wnętrzu, co na niego wpływa i jak on to przeżywa.

Sporym krokiem do wolności będzie więc przyjęcie odpowiedzialności. Nie zrzucanie winy za wszelkie niepowodzenia na okoliczności zewnętrzne. Kiedy uznasz, że Twoje zachowanie jest wynikiem Twojego wyboru, a nie efektem jakichś warunków, będziesz mogła wybrać co innego. Zacząć się cieszyć, być z siebie dumną i działać odważnie, mimo że świat proponuje Ci zupełnie inny kierunek.

Godność polega więc na życiu według możliwości, nie według ograniczeń. Bij się więc, choćby z Nim, jak Jakub – by ciągle ci go przypominał. Nic nie jest tak warte zachodu jak wspinanie się do Niego. Zwłaszcza, że Jego drabina to szczeble radości, miłości i dobra. Zawsze.

A on sam się Tobą zaopiekuje. Będzie „opiekował się, pouczał, strzegł jak źrenicy oka. Jak orzeł, który krąży nad gniazdem, by wywabić swe pisklęta, i bierze je na skrzydła rozpostarte, niosąc je na samym sobie” (Pwt32) – Przejście przez pustynny step staje się spokojną i pogodną wędrówką dzięki ochronnemu płaszczowi Bożej miłości. Izrael został sprzymierzeńcem Pana, Jego „własnością” i „wyłącznym dziedzictwem”, czyli rzeczywistością najcenniejszą.”

W tym wpisie chcę się też podzielić pewną potężną inspiracją (dlatego przypisuję go również do działu „inspiracje w kulturze”) Otóż zaczytuję się ostatnio z prawdziwym zachwytem w „Komentarzach do ksiąg Starego i Nowego Testamentu” Jana Pawła II. To właśnie z nich pochodzą cytaty, którymi wspierałam się w tekście. Te książki to prawdziwy skarb (zwłaszcza ich piękne wydanie Wydawnictwa M.) Pozwalają przekonać się jak Jan Paweł II ukochał Słowo. To ono było jego Przewodnikiem. Uznając papieża za swój autorytet, podziwiając to, czego dokonał w Polsce i na świecie, wyrażamy tym samym pragnienie uczenia się od niego – a on uczył się od samego Chrystusa. Dlatego myślę, że poznanie encyklik i właśnie komentarzy do Pisma może pogłębić nie tylko naszą wiedzę, ale też wiarę. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu, jak wielkie serce i mądrość miał ten człowiek. Piękno jego słów, choć czasem trudnych i poważnych, to przy ich głębszym rozważeniu – zdumiewa. Z każdą podobną lekturą czuję, że Kościół, Jego Tradycja i żywe nauczanie są mi coraz bliższe – pozwalają zakochać się w nim przez nasycenie tym, czego uczy. Jeśli ktoś chciałby zrobić mi taki prezent – to chętnie przyjmę do mojej biblioteczki  :)Młodym osobom, pewnie trudno będzie przebrnąć przez dłuższe fragmenty, bo język jest dość trudny i podniosły, ale nie warto się tym zrażać, tylko wczytać w treść. Ufam, że wiele z Was prosząc Ducha Świętego o wsparcie jest gotowych podjąć takie wyzwanie ;)  Czasem do nawrócenia najbardziej potrzebne są podstawy, które gdy szukamy ‘urozmaiceń’ w życiu duchowym są pomijane i zapominane.


poniedziałek, 9 stycznia 2012

"Syn Hamasu" - recenzja

„Jestem dzieckiem islamu i synem człowieka oskarżanego o terroryzm. Ale jestem także uczniem Jezusa Chrystusa”. Tak pisze o sobie w przedmowie książki „Syn Hamasu” Musab Hasan Jusuf.

Jest to historia niezwykłego człowieka, który już jako dziecko – syn założyciela i najbardziej szanowanego lidera Hamasu, towarzyszył ojcu w jego działalności. Wszystko wskazywało na to, że pójdzie w ślady ukochanego taty. Spotykał się z przywódcami politycznymi Bliskiego Wschodu, brał udział w powstaniu przeciw Izraelczykom, a kierownictwo Hamasu darzyło go dużym zaufaniem. W pewnym momencie jednak, (chociaż wcale nie od razu) wydarzyło się coś co zmieniło trajektorię jego życia i myślenia. Zaczął zmierzać w całkiem innym kierunku.



Zaczęło się od tego, że został szpiegiem izraelskim. Potem trafił do więzienia, gdzie zaobserwował okrucieństwo Palestyńczyków wobec swoich braci. Co działo się dalej, doczytajcie już sami.

Jest to historia absolutnie szokująca. Okazuje się, że najciekawszej fabuły nie trzeba wymyślać, bo tworzy ją samo życie. Słowa z okładki „Wstrząsająca relacja odsłaniająca kulisy terroru, intrygę tajnych służb i heroiczny wybór niezwykłego człowieka” wcale nie są przesadzone.

Według mnie książka ukazuje rozpadanie się od środka kultury arabskiej, chociaż jednocześnie daje do zrozumienia że posiada ona jakąś niewytłumaczalną siłę opierającą się jedynie na przemocy. Hasan sam mówiąc o Jezusie Chrystusie stwierdza „Jak wielki kontrast w zestawieniu z okrutnym i mściwym Bogiem Koranu!”. To naprawdę piękne świadectwo. „Nie wiem, jak inaczej mógłbym patrzeć na tych mężczyzn i widzieć w nich przede wszystkim ludzi, a nie Żydów czy arabów, więźniów czy oprawców. Dawną nienawiść, która skłoniła mnie do kupna broni i snucia planów zabijania Izraelczyków, zastąpiła teraz miłość, której nie pojmowałem”

Młody muzułmanin zaczął poszukiwać, nurtowały go różne pytania ale odważnie i uparcie szukał na nie odpowiedzi. Nie uciekał od nich. Walczył ze sobą, mimo że przy nawróceniu czuł ból „podobny do dziecka, które budzi się pewnego ranka i odkrywa, że tata nie jest jego prawdziwym ojcem” .

Książka odpowiada na wiele pytań i rozstrzyga ważne kwestie, ale sporo problemów pozostawia też nierozwiązanych. Czy kiedyś ktoś sobie z nimi poradzi? Nie wiadomo. Intrygujące są też kwestie i dylematy uderzające w sumienie samego czytelnika. Na ile świadomie i radykalnie ja przyjmuję swoją wiarę? Czy tak ekstremalnie jak Hasan byłbym gotów stwierdzić „Dla Allaha morderstwo nie było żadnym problemem, właściwie nawet je zalecał. Ale Jezus wyznaczał zupełnie inne wzorce postępowania. Teraz nie chciałbym przyłożyć ręki nawet do śmierci terrorysty”? A z drugiej strony, czy to na pewno o to chodzi?

Mnie „Syn Hamasu” zainspirował do ponownego zagłębienia się w słowa Pisma Świętego i w najważniejsze przykazanie. One nie tylko go zafascynowały, ale przede wszystkim zmieniły jego życie. Czytając o tym, co Hasan uznał za najbardziej niezwykłe w Ewangelii zastanawiałam się, czy słowa o miłości bliźniego i wybaczaniu wrogom nie stały się już dla nas zbyt oczywiste. Przecież współcześnie słyszymy je częściej jako ironię, lub złośliwość wymierzoną w chrześcijan i przez to zaczynamy nie dostrzegać ich siły. Dopiero w zetknięciu z czym zupełnie odmiennym, brutalnym a dla innych codziennym stają się tym, czym powinny być dla nas - szalenie odkrywczymi, mądrymi i pięknymi wskazówkami .

Życzę Wam, żebyście kiedyś tak jak Hasan mogli powiedzieć „Zaprzyjaźniłem się z niezwykłym Bogiem, który pomaga mi kochać innych ludzi. Osobista więź z Bogiem jest jedynym źródłem mojej wolności, a także kluczem do nowego rozdziału życia.”.

czwartek, 1 września 2011

* "Ocalenie" Karen Kingsbury

Jestem bardzo ostrożna w stwierdzeniu, czy jakąś książkę mogę nazwać „książką o miłości”. Niemniej jednak „Ocalenie” jest jedną z bardzo nielicznych, której to określenie jestem gotowa nadać.
Najogólniej, urzekło mnie w "Ocaleniu" przedstawienie wielu różnych aspektów miłości w ciepły, lekki sposób. Fabuła wydaje się prosta, ale przedstawiona jest niebanalnie, właśnie ze względu na obecność konkretnego przesłania. Kari Baxter została bardzo dotkliwie zraniona przez męża, jednak mimo tego, co jej zrobił podejmuję o decyzję o tym, że wbrew własnym, sprzecznym uczuciom i opiniom innych ludzi będzie walczyć o odbudowę swojego małżeństwa... Jak sobie z tym poradzi i czy uda jej się doprowadzić do narodzenia na nowo jej i Tima? – te kwestie intrygują coraz bardziej z każdym rozdziałem.
 
 

poniedziałek, 11 lipca 2011

* "Jestem legendą" - recenzja

Dziś pierwszy tekst w nowym dziale. Wpisy w nim rozpocznę od  krótkiej recenzji jednego z audiobooków, które ostatnio przesłuchałam.


wtorek, 21 czerwca 2011

*Zmiany (;

Mam przyjemność zaprezentować Wam uaktualnienie bloga w postaci nowego działu. Od dziś bowiem znajdzie się na nim również sekcja, w której zamierzam promować ciekawe płyty, książki i filmy. Metamorfozę w ostatnim czasie przeszła też grafika – czy na lepsze oceńcie sami. Zapraszam do lektury i przedstawiania opinii!

Facebook